Medium
Stress
Kontrola W.
Kwadratura Koła
Barwy Ochronne
The Blockade
Sarajewo
U-Boot
Fetysz

Janek Blues Band
Nerw "Y"
Ciągła Zmiana
Zespół Korsakowa
Harry Krishna
Genitalius Club
Trans
The Arse
Helmut Goes To Milwaukee
For You
Mięso
Trust Not Me!
Kapelioza
The Corpse
Odnowa

98-220 - Underground

 

 

 

 

Zespół Kwadratura Koła powstał w marcu 1981 roku w Zduńskiej Woli. Inicjatywa powstania kapeli należała do Grzegorza Rajchla - gitara basowa (ex - Ślad) oraz Wiesława ‘Gumy’ Rychlika - wokal. Wkrótce do zespołu dołączyli Krzysztof Strózik - gitara oraz Sławek 'Stopa' Tust - perkusja (ex - Tiger, Papier Fotograficzny). Menadżerem zespołu był wówczas Włodzimierz Niewiadomski. Jak każdy zespól - również i Kwadratura Koła - miała trudne początki. W pierwszym okresie działalności członkowie kapeli bazowali na standardach muzyki pop oraz muzyki rockowej. W maju 1981 r. doszło do nagrania pierwszego własnego utworu, skomponowanego przez Rychlika. Wkrótce zaczął również komponować Rajchel. Duet Rychlik & Rajchel był autorem wszystkich kompozycji Kwadratury w początkowym okresie jej działalności. W kwietniu 1982 r. miał miejsce debiut sceniczny zespołu. Kwadratura Koła wystąpiła na "Rock Turnieju" - przeglądzie amatorskich zespołów rockowych w Łasku.

Wiosną 1983 r. - za pośrednictwem Rychlika - do grupy dołączył Darek ‘Zawodnik’ Owczarek - instrumenty klawiszowe. Powiększenie instrumentarium muzycznego znacznie rozszerzyło przestrzeń muzyczną Kwadratury Koła. Owczarek wniósł do grupy dużo nowych pomysłów oraz wartości brzmieniowych.

Kwadratura Koła wykonywała muzykę, którą sami członkowie zespołu określali mianem rocka progresywnego. Zawodnik tak po latach scharakteryzował tę twórczość: "Dla mnie rock progresywny jest idealnym rodzajem muzyki, gdyż jest bardzo złożony i inspirujący, a jednocześnie zachowuje wszystkie najlepsze cechy rocka, a przede wszystkim jego nadzwyczajną moc."

W latach 1983 - 1986 zespół zaliczył sporo koncertów - nie tylko na terenie dawnego województwa sieradzkiego. 27.07.1983 r. grupa wystąpiła na II Muzycznym Campingu - "Rock na Pojezierzu" w Brodnicy. 6 stycznia 1984 roku zespół wygrał wojewódzkie eliminacje "Ogólnopolskiego Młodzieżowego Przeglądu Piosenki" w Sieradzu. W roku następnym - 15 grudnia - Kwadratura Koła ponownie sięgnęła po pierwsze miejsce w tym przeglądzie. Gwiazdą edycji z 1985 roku były zespoły Dzieci Kapitana Klossa oraz Joy Band - laureaci "FMR Jarocin '85". 25 kwietnia 1986 r. Kwadratura Koła wystąpiła na I "Przeglądzie Muzyki Nowej i Odjazdowej", zorganizowanym w katowickim klubie studenckim "Akant". Zespół wystąpił również na lokalnych przeglądach zespołów młodzieżowych w Kaliszu oraz Lutomiersku.

Przez dziesięć lat istnienia Kwadratury Koła - w różnych okresach jego działalności - przez zespół przewinęli się następujący muzycy: Andrzej Ślęczka - gitara (ex - Pokolenie), Andrzej Kowalski - gitara (ex - Cudowne Źródło), Paweł Orlewski - perkusja (ex - Cudowne Źródło), Alek Mańka - gitara, Jacek Wrąbel - klawisze, Sławek ‘Igor’ Krysztofiak - perkusja, Piotr Łaniewski - saksofon, Radek Nawrocki - gitara (ex - Outsider), Zbyszek Godlewski - gitara, Jacek Serediuk - flet prosty.

Kwadratura Koła działała przy Wojewódzkim Domu Kultury w Sieradzu. Opiekę artystyczną nad zespołem sprawował szef WDK-u – Edward Marciniak. Kwadratura Koła traktowała Pana Edka jak pełnoprawnego członka zespołu.

Zespół zakończył działalność w roku 1991.

mp

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z klawiszowcem Kwadratury Koła - Darkiem 'Zavodnickiem' Owczarkiem rozmawiał Mariusz Pieszyński - 22.03.04.

 

- Kwadratura Koła powstała w marcu 1981 r. Ty trafiłeś do niej dwa lata później. W jakich okolicznościach miało to miejsce i jak przedstawiały się Twoje początki w Kwadraturze?

- To niezupełnie tak. W roku 1980 po zdaniu matury włóczyłem się trochę po kraju, po różnych hipisowskich zlotach. Wtedy też powstał u mnie zamysł stworzenia zespołu prawdziwie rockowego, ale nie znałem żadnych muzyków, którzy potrafiliby stanąć na wysokości zadania – no wiesz, chodziło mi o coś więcej niż szarpanie w druty i wykrzykiwanie pseudopolitycznych haseł. Chłopaków z Kwadratury znałem już wcześniej ale nie słyszałem ich muzyki. Do zespołu wprowadził mnie Wiesław (Guma) Rychlik. Wspólne próby podjęliśmy na przełomie listopada-grudnia 1982 roku. Pamiętam, że już po pierwszej próbie na deskach Teatru w Sieradzu – wiedziałem, że trafiłem na odpowiednich ludzi (a może odwrotnie). Czułem, że w tym zespole mam szansę na rozwijanie swoich aspiracji muzycznych.

- Kwadratura Koła była Twoim pierwszym zespołem, ale z muzyką związany byłeś od dziecka. Przede wszystkim byłeś wychowankiem zduńskowolskiej Szkoły Muzycznej, więc nie należałeś tutaj do naturszczyków. Opowiedz o nabytych doświadczeniach...

- To też niezupełnie tak. Nie rozumiem nut. W domu rodzinnym od zawsze stało pianino ale nigdy nie chodziłem do żadnej Szkoły Muzycznej. Programowo moje podejście do tworzenia dźwięków nie było nigdy narzucane żadną wbijaną na siłę wiedzą. Takie rzeczy jak struktura formalna budowy harmonicznej, nuty, itp. wydawało mi się, że w pewnym sensie ograniczają prawdę i spontaniczność wypowiedzi. Mówię - "wydawało mi się" gdyż tak naprawdę to właśnie brak podstawowej wiedzy o budowie dźwięków jest największym utrapieniem rockmena. Traci się wtedy naprawdę dużo czasu na analizowanie tego co chce się wygrać na instrumencie. Ten czas pożytkowany na samodzielną naukę muzykowania być może zaowocował tym, że pewni ludzie po prostu mieli prawo myśleć, że ukończyłem jakieś tam Szkoły Muzyczne.

- W zespole grałeś na syntezatorach. Jak bardzo rozszerzenie instrumentarium urozmaiciło przestrzeń muzyczną zespołu?

- Wiesz, widziałem to tak: Kwadratura Koła miała bardzo dobrą sekcję rytmiczną. Niesamowicie zsynchronizowaną współpracę basu (Grzegorz Rajchel) z perkusją (Sławek Tust). Przestrzeń między nimi a vocalem (Wiesław Rychlik) znakomicie wypełniała gitara solowa i rytmiczna w jednej osobie (Krzysztof Struzik). To było niezłe. Muzyka oparta na klasycznym Hard Rocku, czasami ocierała się o Bluesa. Ale chłopcy mieli chyba większe aspiracje. Byli na etapie poszukiwań. W grę wchodziło przyjęcie do zespołu drugiego gitarzysty lub klawiszowca. Słuchaliśmy wtedy wszystkiego co było Największe i Najważniejsze w muzyce rockowej (Yes, King Crimson, Genesis... można by tu wymieniać jeszcze z pół strony). Nie interesowała nas moda na tzw. "Nowom Fale" i dopisywanie ideologii do gówna. Współbrzmienie z instrumentami klawiszowymi na pewno radykalnie zmieniło charakter muzyki, która stawała się stopniowo progresywna, poważniejsza. Myślę, że panowie z Kwadratury zgodzą się ze mną, że to właśnie od tego momentu zaczęło się "właściwe" muzykowanie zespołu. Chodź, tak na prawdę to myśmy dopiero uczyli się muzyki, aranżacji.

- Twój pierwszy większy występ miał miejsce na festiwalu "Rock Na Pojezierzu" w Brodnicy. Było to 27.07.1983 r. Graliście tam w bardzo różnym towarzystwie m.in. obok punkowego WC. Jak zapamiętałeś ten występ? Dla pewnych środowisk - w latach osiemdziesiątych - popularna Brodnica była o wiele ważniejszym festiwalem niż słynny Jarocin.

- Nie pamiętam wymiocin jakie wydalała z siebie WC. Zrozum, interesowała mnie muzyka w jej pełnym aspekcie, a nie socjologia ulicy. Natomiast pamiętam występ grupy Dżem. To było jak psychodeliczna podróż po krainie bluesrocka. Pierwszy raz miałem okazję słuchać Dżemu w Jarocinie ‘80, ale to właśnie chyba wtedy w Brodnicy muzycy Dżemu zagrali koncert życia. Od Edwarda Marciniaka (naszego Szefa z WDK Sieradz) usłyszałem wtedy, że tak zagrać potrafią tylko nieliczni na świecie. Klimaty Brodnickie były niepowtarzalne. Te tłumy hippisów w Brodnickim Parku Miejskim, małe grupki Punków. Wszyscy tworzyli jedną niepowtarzalną grupę, zdawałoby się – zjednoczoną. Zresztą ja też biwakowałem wtedy nad jeziorkiem razem z nimi. Wolałem spędzać noce przy ogniskach niż w festiwalowym hotelu. Tam też poznałem Ryszarda Riedla, co zaowocowało późniejszymi, wielokrotnymi spotkaniami oczywiście na gruncie prywatnym.

- Bodajże w 1985 r. próbowaliście wystąpić na Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie. Wasza kaseta zgłoszeniowa nie znalazła jednak uznania wśród organizatorów festiwalu. Opowiedz o tym epizodzie.

- W zasadzie byłem przeciwny wysyłaniu kasety do Jarocina. Wtedy już po 84 roku radykalnie zmienił się charakter tej imprezy. Moda na paproka tzn. chciałem powiedzieć punkrocka i ”Nowom Fala” przyćmiła zupełnie pierwotne założenia i ideały tego festiwalu. Festiwal jarociński miał promować młodych artystów i zespoły, które w tamtych latach nie miały szans na pokazanie się szerszej publiczności. W 1980-81 roku można było usłyszeć w Jarocinie naprawdę wielu zdolnych muzyków, potrafiących kreować wrażliwość i wprowadzać odbiorców w świat Sztuki Muzycznej. Jednak z czasem festiwal zupełnie zdominowały ludyczne kapele punkowe i drobni grajkowie, którzy zaczęli wręcz twierdzić, że nie grają rocka tylko 'Nowom Muzykie". Publika zdominowana przez punkopodobnych odbiorców nie była w stanie rozumieć i odbierać przestrzeni dźwiękowych wykraczających poza dwa lub trzy akordy. Wydaje mi się, że panowie, którzy decydowali o tym kto miał grać w Jarocinie – świadomie wychodzili naprzeciw zapotrzebowaniu tej publiczności. Widzisz więc, że w tej sytuacji nie mieliśmy większych szans na zaistnienie na festiwalu. To co proponował zespół Kwadratura Koła było wtedy nie do przyjęcia przez organizatorów, którzy dali się zwieść modzie na wszelkie wydziwianie. Kiedyś w rozmowie z Darkiem Kuldą – powiedział mi, że aby dostać się do Jarocina wystarczy zagrać jakieś tam dziwadło, którego nikt jeszcze nie pokazywał, a wtedy przyjęcie na festiwal – pewne. Ręce mi opadły. A gdzie podziała się sztuka, kunszt muzyczny, prawda wypowiedzi. Przecież tworzyliśmy naszą muzykę z potrzeby i wrażliwości serc, a nie po to, by na siłę zagrać przed punkopodobnymi. Festiwal jarociński odrzucał wtedy zespoły grające rocka progresywnego. Rockmeni proponujący muzykę artystyczną byli po prostu niemodni. Odbiło się to głęboką czkawką i zapaścią imprezy w późniejszych latach, szczególnie jak do kierownictwa festiwalu dołączać zaczęli wszelkiej maści dupki typu Kuba Powiatowy, tzn. chciałem powiedzieć ”Wojewódzki”, którzy do dziś o muzyce mają wątpliwe pojęcie. I tak muzyka progresywna, Art-rock zszedł niemalże zupełnie do podziemia.

- Jak było z kompozycjami - jaki miałeś na nie wpływ. Kto głównie w zespole zajmował się tworzeniem muzyki?

- Chciałbym, żebyś zapytał o to innych członków zespołu.

- Opowiedz o inspiracjach muzycznych Kwadratury Koła. Jak nazwałbyś kierunek muzyczny, który uprawialiście? Niektórzy nazywali Waszą muzykę mianem fly-rock... Co to właściwie jest fly-rock?

- Fly-rock oznacza muzykę rozwijającą się, rozpływającą w powietrzu. Właściwie należałoby tu użyć zwrotu rock progresywny. Muzyka trudna, potem wciągająca, fascynująca, wyzwalająca pełną gamę uczuć. Muzyka dla ludzi wrażliwych i oczekujących od muzyki czegoś więcej niż dobrego podkładu do rytmicznego kręcenia tyłkiem lub wykrzykiwania pseudopolitycznych haseł. Rock progresywny oddziałuje na głębsze i bardziej wyszukane pokłady ludzkiej wrażliwości. Niektórzy ludzie, nie potrafiący po prostu poczuć magii tej muzyki potępiają ją twierdząc, że jest ona równie nudna i wyrachowana jak muzyka klasyczna. Mogę to skomentować tylko tak: Nie zaprzeczam, że rock progresywny podoba się najczęściej ludziom inteligentnym i dobrze wykształconym. Między innymi dlatego jest on tak mało popularny. Ale uważam, że jego główną "wadą", jeśli tak można powiedzieć, jest to, że wymaga od słuchacza więcej czasu i uwagi niż jakikolwiek inny rodzaj muzyki. To zbyt wysoka przeszkoda do pokonania dla przypadkowego słuchacza, który chce tylko "wrzucić coś", żeby się pobawić. Trzeba być naprawdę fanatykiem, żeby docenić rock progresywny. Fanatykami muszą być także sami muzycy, którzy mimo swoich wysokich umiejętności, a często i muzycznego wykształcenia, decydują się na uprawianie tak nie komercyjnego gatunku muzyki. Podsumowując, dla mnie rock progresywny jest idealnym rodzajem muzyki, gdyż jest bardzo złożony i inspirujący, a jednocześnie zachowuje wszystkie najlepsze cechy rocka, a przede wszystkim jego nadzwyczajną moc.

- Dlaczego w ogóle zdecydowałeś się na wykonywanie takiej właśnie muzyki, a nie np. modnego wówczas punk rocka czy nowej fali?

- Jak już powiedziałem: to nie jest kwestia decyzji chwili czy mody. Jeżeli czujesz się w jakimś tam stopniu artystą, masz coś do powiedzenia i pragniesz aby inni to usłyszeli, to po prostu to robisz. Prawdziwa sztuka nie potrzebuje porównań ani konfrontacji, a jej wielkością nie jest wynik oglądalności ale kształt jaki nadaje byciu. Byliśmy po części hipisami. Zresztą chyba w głębi serc nadal nimi jesteśmy. A nihilistyczne hasła punkrockowców i politykierskie teksty zespołów spod znaku Nowej Fali zawsze były nam obce, zimne. Dominował w nas romantyzm, piękno, uczucia. Pragnęliśmy zrozumienia a nie narzucenia. I to chyba grało w naszej muzyczce.

- Przez - chyba cały - okres działalności związani byliście z Wojewódzkim Domem Kultury w Sieradzu. Jak układała się Wasza współpraca z tym miejscem i jak ją wspominasz?

- Bardzo ciepło. Opieką otaczali nas wspaniali ludzie. Wiele zawdzięczaliśmy naszemu bezpośredniemu opiekunowi, Panu Edwardowi Marciniakowi. Pan Edek dzielił z nami trudy i radości wszelkich imprez. Poza tym jako wykształcony muzyk niezwykle twórczo wspierał nasze przedsięwzięcia i zawsze był skory do pomocy. Pan Edek był jak gdyby dodatkowym członkiem zespołu. Teatr Sieradzki stawał się niemalże naszym drugim domem. Na jego deskach zostawiliśmy nasze najlepsze lata. Jeszcze dzisiaj kiedy przechodzę w jego pobliżu, robi mi się tak jakoś miękko, a oczy same zaczynają szczypać, a może to tylko kurz z dawnej wrzawy pod sceną.

- Perkusistą Kwadratury Koła był Sławek Tust. Niestety nie ma Go już teraz wśród nas... Jaki był Sławek?

- Mogę powiedzieć, że wszystko co dostał od życia (a dostał tego niewiele) poszło mu wyłącznie w talent. Był jak dziwny medal. Na scenie – Avers: lśniący, szlachetny, wspaniały; i rewers: ciemny, tragiczny, szokujący. Eksperymenty z narkotykami zaprowadziły go zbyt daleko, za daleko. Nie można oceniać kogoś po odbyciu wyroku za poprzednie przestępstwa, tak samo nie można oceniać uczynków kogoś, kto już za nie zapłacił. Jaki był Sławek?! - Sławek był bębniarzem, dobrym bębniarzem.

- Co takiego wydarzyło się na OMPP w Kaliszu? Niektórzy członkowie Kwadratury wypominają Ci jakieś niemiłe zdarzenie, które tam miało miejsce... Co właściwie wówczas się stało, i w którym roku miał miejsce kaliski przegląd?

- Nie ma o czym mówić. Jako zespół konkursowy mięliśmy pięć minut na dostrojenie, a tu ktoś po prostu buchnął mi zasilacz od podstawowego instrumentu. Pożyczony natychmiast skądś inny zasilacz miał inną charakterystykę prądową i syntezator zupełnie przestał stroić. O kolejnym podejściu do grania nie było już mowy. Takie wtedy były tam prawa sceny. A w którym roku był ten przegląd – po prostu nie pamiętam, zresztą już przed tą imprezą kiełkowała we mnie myśl o opuszczeniu zespołu. Wtedy to już nie była ta - Kwadratura. Zabrakło nam, a właściwie mi – naszego gitarzysty Krzysztofa Strózika. Nie potrafiłem się muzycznie porozumieć z kolejnymi muzykami przyjmowanymi do zespołu. Ciągle chciałem eksperymentować z dźwiękami, podczas gdy niektórzy z nas mocno pragnęli znaleźć się wreszcie na tzw. rynku muzycznym. Ogólnie wyczuwało się atmosferę zniechęcenia. Poza tym basista Grzegorz Rajchel mocno zaangażował się w dodatkowe próby z zespołem dancingowym (proza życia). Nie potrafiłem się z tym zgodzić. Zacząłem rozumieć, że ta niemalże hipisowska wspólnota naszej Kwadratury powoli przestawała istnieć.

- Do kiedy grałeś w zespole. Chociaż - z tego co wiem - po pewnym czasie znów do niego powróciłeś...

- W czasie, kiedy zniechęcony pogłębiającym się marazmem praktycznie odszedłem od zespołu, w znanym wtedy katowickim klubie muzycznym ”Akant” miała odbyć się impreza p.n. Festiwal Muzyki Nowej i Odjazdowej. Chłopaki chcieli spróbować wysłać kasetę konkursową. Trzeba było zrobić naprędce nagrania. Ktoś z nich zadzwonił do mnie do pracy. Przyniosłem na próbę jakieś pomysły. Udało się ”dostać”. Pojechaliśmy, zagraliśmy. Nic ważnego. Oczywiście publiczność była znowu głównie punkobodobna. Nie wiem kiedy Kwadratura Koła przestała istnieć. Można by podać jakiś rok w którym przestaliśmy grać wspólnie, ale tak naprawdę Kwadratura nigdy się nie rozpadła, ten zespól istnieje gdzieś w innych wymiarach naszej świadomości. Kwadratura Koła stworzyła swego rodzaju formę-odlew-barykadę dla muzyków, którzy tworzyli ten ”dziwny zespół”. Grzegorz, Guma, Strózik, Tuścioch i ja... Wkrótce znowu będziemy razem – wypijemy piwo nad grobem Sławka Tusta – naszego perkusisty.

- Ostatnie słowo. Co Masz do dodania?

- Myślę, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego zdania, jeszcze nie zakopałem chęci eksperymentowania z muzyką. Teraz w prawie każdym domu stoi komputer. Można robić rzeczy, które w tamtych latach były niemożliwe. Czasami sklejam jakieś nuty, jak to się mówi – ”do szuflady”. Ale myśląc o tamtych latach, wiem, że nie był to stracony czas. Przeżyłem ciekawą przygodę. Poznałem wielu wspaniałych ludzi. Nauczyłem się pokory w stosunku do pracy zespołowej. Wiem, że w muzykowaniu zespołowym w pewnym momencie zawsze występuje konieczność kompromisu w stosunku do swoich oczekiwań, że nie wszystko jest tak, jak byśmy tego chcieli od początku do końca. I to jest właśnie chyba przejaw świadomej pokory. To co spotkało nas w początkach lat osiemdziesiątych jest nieporównywalne do żadnego innego okresu. Ten wielki Boom rockowy, który się wtedy przydarzył, w jakiś sposób ukształtował ludzi, którzy go współtworzyli. Śmiem twierdzić, że był to najważniejszy okres w moim życiu. A, że nie wszystko wyszło tak jakby się tego chciało do końca, no cóż, możemy powiedzieć jedynie – byliśmy tam wtedy, dotrzymywaliśmy kroku tamtej dekadzie. A reszta jest milczeniem, ciszą między dźwiękami.

 

Baletnica
Dom
Droga do nikąd
Niepewność
Prawo
To tylko sen
Wczoraj wiatr
Więc pomóż
Wszystko to ty
Za twoim cieniem

 

 

 

Baletnica

Tak pozornie wszystko gra
I oddychasz. czasem łkasz
Czasem zbliżysz do mnie się
Aby znów odepchnąć mnie
Kiedy taniec porwie clę
Ja przy tobie stanę wnet
Będziesz chciała zbliżyć się
Aby poczuć oddech mój
Teraz to już chyba śpisz
Teraz to już chyba drwisz
Odfrunęłaś w błogi sen
Gdzie cię szukać? Nie wiem, gdzie?
Nie wiem, gdzie?
Nie wiem. gdzie?
Nie wiem, gdzie?
Nie wiem. gdzie?
(Tekst - Darek Owczarek, Wiesław Rychlik)
 
Dom

Jest taki dom, szare ściany, szare dni
Jest taki dom. w którym już nie mieszka nikt
Jest taki dom, zapomniany w pyle dat
Jest fakt dom, zagubionych wspomnień ślad
Odnajdziemy swe marzenia
Odnajdziemy tamten świat
Znów będziemy snuć wspomnienia
Śnić o szczęściu z dawnych lat
Jest taki dom, cicha przystań pośród burz
Jest taki dom, w którym nikt nie czeka już
Jest taki dom, czystych uczuć, szczęścia leź
Jest taki dom. niemy świadek, tycia kres
Pozbieramy te okruchy
Strzępy zdarzeń. kruchy czas
Odurzony w blasku wspomnień
Spróbujemy jeszcze raz
(Tekst - Darek Owczarek, Majewski)
 
Droga do nikąd

Jest tyle w twoim życiu chwil
W których często gubisz się
Gdy na oślep pędzisz tak
Krętym labiryntem snów
Jest tyle w twoim życiu dróg
Które porywają cię
Ciągle tylko bieg, na oślep pęd
Gdzie i po co?
Ciągle goniąc czas
Bezsensowny trans trwa
Drogą do nikąd twoje życie ciągle mknie
Różową autostradą w świat
Na tratwie czasu wciąż przed siebie gnasz
Gonisz każdą z chwil, gonisz każdą myśl
I dokąd?
Drogą do nikąd twoje życie ciągle mknie
Bez znaków, drogowskazów trakt
Przed siebie coraz szybciej, by nie przegrać znów
Zęby nie przegrać nigdy już
Do nikąd biegniesz, bo dokąd biec
Gdy celu w życiu twoim brak
Lecz może sensem życia twego jest
Gonić każdą z chwil, gonić każdą myśl
Gonić czas
Życie twe jeszcze trwa - biegnij wiać
Życie twe jeszcze trwa - więc pędź
(Tekst - Grzegorz Rajchel, Wiesław Rychlik)
 
Niepewność

Nie wiem czy potrafię iść pod wiatr
Kiedy w oczy sypie piach
Nie wiem czy na pewno dobrze stawiam nogę
Kiedy pragnę dojść do gwiazd
Nie mam też pewności co dziś we mnie gości
I co jeszcze dziś chce przyjść
Ta niepewność moja ciągle mnie pożera
I nie daje mi żyć
Kto mi da receptę na prawdziwe życie
Kto mi powie jak mam żyć?
(Tekst - Wiesław Rychlik)
 
Prawo

Z kamienia kamień powstał
Z człowieka począł się człowiek
Tych praw nikt nie podważy
Te prawdy wieczne są
Lecz czemu świat wciąż twierdzi tak
Że człowiek tylko stworem jest
Więc czemu świat boi się prawd
Choć w każdym z nas płynie ludzka krew
Walczcie ludzie o swe prawa
Z przyjaźni rodzi się miłość
W gniewie narasta nienawiść
Miłości tak dużo było
Lecz ktoś musiał ją zabić
Ale wy, musicie iść
Z wyzwaniem całego świata
Nadzieją żyć, o wolność się bić
Odwagę mieć za brata
Walczcie ludzie o swe prawa
(Tekst - Darek Owczarek, Wiesław Rychlik)
 
To tylko sen

Jestem wśród świętych
Podaje wam napój wieczystego szczęścia
Jestem wśród świętych
Podaje wam napój, co uzdrawia chorych
Jestem wśród świętych
Pozwalam wam uciec w chwila zapomnienia
Jestem wśród świętych
Nie czuje zmęczenia, znużony me jestem
Tak wielki czas nie zdarza się
Nie zdarza się na co dzień
Jestem wśród świętych
A wokół wciąż setki wyciągniętych rąk
Jestem wśród świętych
Skąd tutaj się wzięły, kto mi powie, skąd
Jestem wśród świętych
Do głębi szczęśliwy być tu z wami chcę
Jestem wśród świętych
Powoli się zbliżam już do waszych serc
Już blisko tak, wciąż bliżej was
Wciąż bliżej nam do siebie
I nagle zrywam się spłoszony jak dziki ptak
I widzę znów to samo, ten sam szary świat
Powoli zbieram myśli, zaczynam nowy dzień
Bo teraz wiem na pewno, że to był tylko sen
(Tekst - Wiesław Rychlik)
 
Wczoraj wiatr

Wczoraj wiatr gdzieś porwał imię twe
I poniósł je daleko do źródeł gniazd
I nie wiem już jaki był sens twych słów
I nie pamiętam już, czy byłaś ze mną tu
Zabłąkam dusza twa
Zabłąkane serca dwa
Jeszcze wczoraj byłaś...
Wczoraj wiatr gdzieś porwał imię twe
Dziś już wiem, że wskrzesić nie zdołam cię
Mówiłaś, że istnieje Bóg
Tak bardzo chciałbym zaufać mu
Pójść za tobą po twych śladach
Tam, gdzie cisza wieczna trwa
Tam, gdzie spokój, ukojenie...
Zabłąkana dusza twa
Zabłąkane serca dwa
Jeszcze wczoraj byłaś...
(Tekst - Darek Owczarek)
 
Więc pomóż

A jeśli życie jest snem, podróżą w krainą marzeń
A jeśli życie jest snem. powtarzającym się snem
Powracającym snem
Jeżeli życie fest snem, to naucz mnie rozumieć sny
Jeżeli życie jest snem, to pomóż mi zrozumieć sny
Pomóż mi zrozumieć
Więc pomóż mi zrozumieć sny
Cóż z tego, że życie trwa
Że życie jeszcze trwa
Cóż z twego, że trwa ten sen
Gdy nie wiem o czym śnią
(Tekst - Wiesław Rychlik)
 
Wszystko to ty

Wszystko czego chcesz, wszystko czego brak
Chciałabyś już mieć cały świat
Wszystko o czym myślisz, marzysz i śnisz
Wszystko dla siebie chcesz mieć
Wszystko to dlatego, że nie rozumiesz nic
Żyję dla jednego - wszystko może być
Bo nie można chcieć tego, co złe
Albo tego, co zbyt dobre też
Wszystko, co tkwi w tobie, wszystko poza tobą
Wszystko, co się wszystkim może spodobać
Wszystko, co dotyczy ciebie, co jest z tobą związane
Bardzo jest mi bliskie, bardzo mi kochane
Więc dlaczego jesteś ciągle jakaś obca
Ciągle wiejesz chłodem jak wiatr
A więc czemu chcesz, bym za tobą biegł
Bym uwierzył w to, że wszystko
Że wszystko
Że wszystko to ty
(Tekst - Wiesław Rychlik)
 
Za twoim cieniem

Odchodzisz w otchłań mijających dni
Nawet twój cień w ciemnościach zanika już
Mistyczny kielich i białe wino w nim
Do dna wypite, a na dnie białe łzy
Hulają myśli na wietrze nerwowej nocy
Niepokojącym koszmarny sen
Po niebie biegną moje słowa
Pędzą za cieniem, który odchodzi w dal
Złocona przestrzeń śpiących przestworzy
Tonąca postać w świetlanej mgle
Za cieniem biegnę, choć już go nie ma
Pędzę za cieniem, który odchodzi w dal
Dal za daleka, by sięgnąć ją
Gdy cień ucieka i znika wciąż...
I znika wciąż...
I znika wciąż...
I znika wciąż...
I znika wciąż...
Za twoim cieniem...
(Tekst - Wiesław Rychlik)