historia
prasa
dźwięki
foto
nowości
księga gości

fragment artykułu "Rzeszowskie maceracje... po roku" (Arkadiusz Pragłowski, MM 3/1989):

"Inna czołowa rzeszowska kapela - Aurora nagrała latem ubiegłego roku utwory na płytę. Cóż z tego, jeśli dwóch muzyków zaraz potem wyjechało w celach zarobkowych za morze, a materiał do tej pory nie został zmiksowany. Większosć kawałków (nawet te podobno skończone) zupełnie nie nadaje sie do słuchania. W tej chwili Aurora jest znów w komplecie i przystąpiła do pracy, ale pół roku uciekło... O ile nawet uda sięponownie, tym razem prawidłowo, zrealiizować materiął na longplay, to czy znajdzie się ktoś zainteresowany jego kupnem? Muzycy się tym jrendak nie przejmują(albo udają, że sięnie przejmują) i zamierzają docierać do swoich odbiorców grając koncerty. To też jest wyjscie, ale czy na pewno najlepsze? Aurora chyba przegapiła swoją szansę. Ciekawa sprawa, że członkowie zespołu zdecydowanie odcinają się od jakichkolwiek związków z rzeszowskim środowiskiem. Twierdzą, ze nie mają i nie chća mieć z tym wszystkim nic wspólnego. Pomimo tych deklaracji mają jednak wiele wspólnych cech. Pomijam tu sprawę podobnego brzmienia i wspólnych dla wszystkich rzeszowskich formacji muzycznych inspiracji (np. Alien Sex Fiend), ale (niestety!) podobne jest również podejście do pracy. A nie jest to podejście profesjonalne..."