IVO PARTIZAN:
---
HISTORIA
---
WYWIAD
"Magazyn Muzyczny"
---
ARTYKUŁ
"Mój świat"

---
DŹWIĘKI

"Partyzanckie życie"

(...) Na początku lipca zajechałem do Mogilna. Jechałem praktycznie w ciemno, mając zaledwie adres "Meca" - "Mecenasa", czyli - według metryki - Macieja Adamskiego. Pani z Mogileńskiego Ośrodka Kultury, z którą rozmawiałem przez telefon, poza numerem telefonu "Meca" nie mogła udzielić mi żadnych informacji. Telefon w Młodzieżowym Domu Kultury, gdzie żyje i rozwija się IVO PARTIZAN dzięki dobrej woli dyrektora Banaszaka, milczał, tzn. pikał po swojemu. Tak samo aparat domowy "Mecenasa". Wakacje. Sam "Mec", jak się później okazało, cierpiał w tym czasie nad jedynym w okolicy w miarę czystym jeziorem (Rozsądny pomysł).

Zagadnięty pod stacją PKP około dwudziestoletni elegant z równo przyciętym wąsikiem poczernionym henną o kapeli IVO PARTIZAN po raz pierwszy usłyszał ode mnie. Podobnie jeszcze jeden trochę młodszy i trzy dziewczyny liżące lody. Dopiero chłopak wyglądający na fana szczęśliwie znał osobiście cały zespół. Ten zaprowadził mnie do Leszka Duszyńskiego. Leszek akurat robił sobie powtórkę przed czekającym go nazajutrz egzaminem wstępnym na prawo w Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.

W 1985 roku Leszek nie robił jeszcze żadnych powtórek przed egzaminem. Uczył się mniej lub bardziej pilnie w słynnym z absolwentów liceum w Trzemesznie i pilnie ćwiczył na gitarze. W Mogilnie najlepszą kapelą był wtedy BUNKIER, który grał ostrego punk-rocka. BUNKIER to było trio w składzie: "Siwy" - perkusja (22 lata, niedawno ożenił się i tworzy własny zespół), "Wiarus" - gitara, vocal (obecnie w armii, 23 lata), "Mec." - założył IVO PARTIZANA, zapraszając do zespołu Mariusza Twarożka - perkusja, Sławka Rucińskiego - gitara i Leszka Duszyńskiego - bas. Sam zajął pozycję wokalisty i lidera grupy. Ćwiczyli w podziemiach MDK.

Od początku "obecny" był z nimi Ivo Lola, partyzant z jugosłowiańskiego ruchu oporu, który zginą w czasie wojny. Dlaczego Jugosłowianin? Przede wszystkim dlatego, że również Słowianin, a Słowianie mają do spełnienia wielką pokojową misję. Ivo Lolę ponadto pożarła ta sama nie kończąca się wojna, z którą wszyscy codziennie, od rana do nocy, obcujemy na ekranach, szpaltach gazet i w głośnikach radiowych. Niby jest daleko, ale wciąż zbyt blisko, żeby o niej nie pamiętać. Później wielokrotnie wyrzucano im tę "partyzanckość", posądzono ich o pozę, mitotwórstwo.

W ciągu kilku tygodni, wiosną 1985 opracowali 30 minut muzyki i wysłali kasetę z 6 utworami do Jarocina. Na kasecie znalazły się "Walc I" i "Walc II", które zagrali potem w Jarocinie obok nowych utworów. Zakwalifikowanie się na Festiwal było dla nich zaskoczeniem. Jeszcze większe było ich zaskoczenie, kiedy IVO PARTIZAN znalazł się w "złotej dziesiątce" Jarocina. Była mowa o trasie koncertowej ze znaną kapelą, o nagraniu singla. Jednak, jak to zwykle bywa w polskim szołbiznesie, nic z tego nie wyszło. Ale zostali zauważeni, wzbudzili zainteresowanie i sympatię festiwalowej widowni. Kilku gościom mimo to nie podobał się tytuł jednego z utworów PARTIZANA - "Mengele". Dlaczego taki tytuł!? Po prostu w tym czasie nazwisko tego faceta odmieniane było w radiu i telewizji przez wszystkie przypadki w związku z procesem. To nazwisko stało się uogólnieniem, symbolem spraw związanych ze słowem "wojna".

Powrót do Mogilna był przyjemny. Koledzy, rówieśnicy rozpoznawali ich na ulicy. Ale do głów im to nie uderzyło. Głowy - 16-letnia Mariusza, 17-letnia Sławka, 18-letnia Leszka i 19-letnia Macieja - należały w końcu do muzyków rockowych. A to zobowiązuje do pewnych ogólnie znanych spraw. Za rok, w 1986, znów zagrali w Jarocinie. Tyle, że już jako goście festiwalu.

Może to nieprawdopodobne - licząc występy na FMR - IVO PARTIZAN zagrał przez ostatnie dwa lata zaledwie 13 (słownie: trzynaście) koncertów M. in.: w sierpniu 1985 w warszawskiej Rivierze", w lutym 1986 w "Remoncie", w kwietniu 1986 w klubie "Akant" w Katowicach, w Bydgoszczy, Toruniu, ostatnio w czerwcu podczas Święta Młodości w Kaliszu (pisała o tym prasa!). Był też w tym czasie jedyny koncert w Mogilnie, w zeszłym roku na 22 Lipca w parku. Dzięki temu zdobyli trochę forsy na wyjazd do Jarocina z koncertem (i tu znów głęboki ukłon w stronę dyr. Banaszaka, który nie szczędzi nikomu rozklekotanych "Vermonów" i "Eltronów").

Ze strony zawiadowców i dyżurnych ruchu miejskiej i wojewódzkiej kultury nie odczuwają do tej pory nawet cienia zainteresowania. Rozgłośnia PR w Bydgoszczy w swoich programach muzycznych nadaje czasem rzeczy bardzo dziwne, ale nie nadaje walcy w wykonaniu kapeli IVO PARTIZAN. Jak i drugiej (lepszej, twierdzi Leszek) kapeli z Mogilna, która prowokacyjnie (?) zwie się MALARZE I ŻOŁNIERZE.

"Mec" w tym roku skończył Studium Nauczycielskie w Bydgoszczy i będzie zapewne nauczycielem na wsi (usilnie poszukuje posady), Leszek przechował się przez rok po skończeniu LO w Studium Geodezyjnym w Bydgoszczy i teraz celuje w studia prawnicze (chce zostać adwokatem i pomagać bezradnym wobec prawa), Sławek skończył LO w Trzemesznie i zdaje do Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Bydgoszczy, Mariusz zakończył edukację w zawodówce, uzyskał patent stolarza i nie bardzo chce mu się dalej uczyć. Mają nadzieję i ochotę ciągnąć dalej tę całkowicie prywatną inicjatywę pod nazwą IVO PARTIZAN, o ile to będzie tylko możliwe.

Tym bardziej, że tworzy się nowy program, dojrzewają nowe idee. Chcieliby teraz swoją muzyką wyrwać młodych ludzi z negacji, w którą większość wpadła po czubki włosów, pobudzić ich do budowania nowej wspólnoty.

Jerzy Kałwak, "Mój świat" nr 3/87


:::e-mail::::Dada's Music Pages on terra soundtralis incognita::::sounds::::