IVO PARTIZAN:
---
HISTORIA
---
WYWIAD
"Magazyn Muzyczny"

---
ARTYKUŁ
"Mój świat"
---
DŹWIĘKI

"Nauczanie początkowe"
rozmowa z Maciejem Adamskim, wokalistą i liderem grupy IVO PARTIZAN

- Dlaczego wystąpiłeś z Malarzami i Żołnierzami podczas tegorocznego "Poza Kontrolą"?

- Nie po raz pierwszy śpiewałem z tą grupą. Chodzi o wzajemną pomoc. U nas, w Mogilnie, środowisko rockowe jest z naturalnej przyczyny niewielkie i nie wyobrażam sobie, żebym odmówił koledze. A przy tym odpowiada mi to, co robi Staszek ze swoimi muzykami. Mógłbym się pod tym podpisać.

- A co dzieje się z Ivo Partizanem?

- Istnieje. W nie zmienionym składzie.

- Pytam, bo dwa lata temu mieliście spory rozgłos jak na amatorską grupę, a później robiło się coraz ciszej i można odnieść wrażenie, że przestaliście występować...

- Grupa od chwili swego powstania w 1984 r. dała tylko trzynaście koncertów. A to dlatego, że wychodzimy z założenia, iż nie należy robić specjalnych zabiegów wokół własnej działalności. Nie mamy agencji, która by się nami opiekowała. Nikt z nas nie wydzwania do klubów, aby proponować występy... Tyle mieliśmy występów, ile było zaproszeń. W "Poza Kontrolą" już raz brałem udział - w 1985 r., z Ivo Partizanem. Zaproszono nas na podstawie kasety.

- Podobno wypadliście wtedy w Warszawie obiecująco, ale później było już gorzej. Tak w każdym razie wynika z prasowych relacji. Podczas Jarocina '86 wasza zimna muzyka została zimo przyjęta. A już wcześniej zaczęły się ukazywać drukiem bardzo krytyczne opinie na temat Ivo Partizana. Felietonista "Literatury" uznał wasz repertuar za żenujący przejaw braku autentyzmu. Bodaj ktoś inny zarzucił wam łączenie martyrologicznych treści z muzyką taneczną.

- Miałem czas, żeby to przemyśleć. Ale nie zamierzam wypierać się, że byłem autorem utworu "Josef Mengele", który wzbudził te kontrowersje... Było to tak: czterech młodych ludzi, z których najstarszy - ja - miał tylko 18 lat, chciało przedstawić swą amatorską twórczość i liczyło na obiektywną ocenę krytyków oraz, oczywiście, publiczności. Początkowo odnieśliśmy sukces - zauważono nas. Skupiliśmy się na warsztacie muzycznym, żeby uzupełnić braki, a wtedy zaczęły ukazywać się w prasie zjadliwe uwagi na nasz temat. W 1985 r. w Jarocinie zagraliśmy ledwie cztery utwory, piętnaście minut muzyki. Za to szum, który zrobił się wokół tego, miał trwać dwa lata...

- Rzadko kto miał okazję wyrobić sobie własne zdanie na temat Josefa Mengele, ale chyba dla wszystkich będą interesujące twoje racje...

- Nasza grupa bierze swój rodowód z punkowej formacji Bunkier, w której wcześniej występowałem. Trzeba pamiętać, jak drastyczne teksty miał prawdziwy punk - np. Sex Pistols... Poza tym jarociński festiwal upływał w latach 1983-85 pod znakiem tekstów, jakich wcześniej nie było na polskich estradach. Była wtedy u nas taka atmosfera...

- To jeszcze nie wyjaśnia, dlaczego w repertuarze Ivo Partizana pojawił się oświęcimski temat.

- Byłem bardzo młody, do tekstów podchodziłem spontanicznie. Akurat wtedy ukazała się w prasie informacja, że Mengele zmarł w Ameryce Południowej, uniknąwszy kary za swe zbrodnie... Muzyka w tym utworze miała służyć wytworzeniu odpowiedniej atmosfery. Ja na początku mówiłem niemieckie słowa, wiążące się z tym wszystkim, a później wykrzykiwałem: "Mengele, Mengele, czy pamiętasz tamte oczy?"

- A pozostałe utwory, które wykonywaliście w Jarocinie w 1985 r.?

- Dwa były rzeczywiście "taneczne" - walce. Chciałem uzyskać taki "brechtowski" klimat. Teksty były już na inny temat. Np. próbowałem wytknąć fałsz naszym rockowym dekadentom: "kolejny seans smutku udał ci się". Byliśmy też wtedy pod wpływem muzyki z wytwórni 4AD.

- Trudno nie zapytać o dziwną nazwę zespołu. Też może robić prowokujące wrażenie, a na pewno nie ułatwia wam działalności...

- Gdy wybierałem tę nazwę, nie było moim zamiarem obrażać nikogo, ani niczego. Chodzi o przywódcę komunistycznej partyzantki w Jugosławii, Ivo Lolę, który zginął mając 20 lat. Wydaje mi się, że jest w jego życiorysie symbolika, która wykracza poza historię II wojny światowej. Przy tym nazwa ma jeszcze to uzasadnienie, że fascynuje nas folklor bałkański. Chcielibyśmy wprowadzić do naszej muzyki tamtejsze instrumenty i klimat.

- Może grupa Ivo Partizan ma jeszcze jakąś szczególną cechę?

- Zależy nam, żeby mieć miesiąc, dwa na przygotowanie się do występu. Za każdym razem blisko połowa repertuaru to inne, nowe utwory.

- Ile trwa wasz koncert?

- Jesteśmy przygotowani na 40 minut.

- Gdzie występowaliście ostatnio?

- W Toruniu i w Kaliszu, na "Święcie Młodości", obok One Million Bulgarians, Daabu i TSA.

- Co ostatnio zmieniło się w twoich muzycznych zainteresowaniach? Jakie macie plany?

- Staszek Holak [lider grupy "Malarze i Żołnierze" - przyp. D.] jako pierwszy zaczął penetrować rockową historię. Pod jego wpływem poszukaliśmy czegoś dla siebie. Mnie bardzo spodobały się: Jefferson Airplane i The Who... Powstaje nowy program i za wcześnie, żeby wyjawić szczegóły. Może to był błąd, że chcieliśmy osiągać "klimaty", ciekawe brzmienia. Dobrego sprzętu nie mamy, a do studia nagraniowego raczej nigdy nie trafimy. Nie mam złudzeń... Może trzeba było iść w kierunku prostej ekspresji? Pewnie niedługo przyjdzie moment, gdy będziemy musieli zastanowić się, czy jako zespół czujemy potrzebę ciągnięcia tego wszystkiego dalej.

- A ty?

- Ja będę nadal działał.

- Zapomniałem zapytać cię, czym zajmujesz się poza rockiem?

- Skończyłem Studium Nauczycielskie, specjalizacja - nauczanie początkowe. Od 1 września mam zajęcia z dziećmi.

Rozmawiał: WIESŁAW KRÓLIKOWSKI

wywiad opublikowano w Magazynie Muzycznym nr 12/1987


POWRÓT NA GŁÓWNĄ STRONĘ IVO PARTIZAN
POWRÓT NA GŁÓWNĄ STRONĘ DADA'S MUSIC PAGES
:::e-mail::::Dada's Music Pages on terra soundtralis incognita::::sounds::::