KONTROLA W. / KOSMETYKI MRS. PINKI

Wywiad z Darkiem Kuldą

Z Darkiem Kuldą spotkałem się, całkiem zresztą niespodziewanie, 23.10.2000 r., w trakcie trwania Vampira Festiwal - festiwalu muzyki odlotowej, mrocznej czy też gotyckiej. Ja tam trafiłem poniekąd dzięki przypadkowi, Darek był tam służbowo z racji swej współpracy z organizatorem koncertu, SPV Poland. No i okazało się, że Darek jest bardzo chętny do cofnięcia się pamięcią wstecz (co niestety nie jest oczywiste), że pamięta ogromną ilość szczegółów, którymi się podzielił. Poniżej trochę uporządkowany zapis tej rozmowy. A w tle przygrywał nam Fading Colours, czyli zmodyfikowany stary, dobry Bruno Wątpliwy...

- Jako początek Kontroli W. podaje się zwykle warsztaty w Stańczykach. Na czym one w ogóle polegały, jak tam trafiliście?
- To był stan wojenny, Solidarność... Nie - stanu wojennego jeszcze nie było, to było w 1981 r. I NZS, który wtedy jeszcze istniał, miał do wydania pieniądze, z którymi musiał coś zrobić. Postanowili więc, że zrobią warsztaty muzyczne. Znalazła tam się zbieranina całkowicie przypadkowych ludzi. Tam w trójkę po prostu sobie graliśmy, ale to były właściwie trzy nagrania zrobione "na poczekaniu" i na poczekaniu zagrane, kompozycje zrobione ad hoc. Jak zagraliśmy te trzy nagrania to tam się nami zainteresowali. A jak się zainteresowali to my, w związku z tym, że zobaczyliśmy że ktoś się interesuje, wywnioskowaliśmy, że coś z tego można zrobić.
- To byłeś Ty, Wojtek Jagielski i Andrzej Zeńczewski [później m.in. Daab i T.Love]?
- Tak - Andrzej grał na gitarze basowej.
- On, w odróżnieniu od was dwóch, w ogóle nie pochodził ze Zduńskiej Woli, nieprawdaż?
- Tak - Andrzej był z Warszawy. Poznaliśmy się tam całkiem przypadkiem - wcześniej go nie znałem.
- Ale to wszystko miało miejsce zanim jeszcze w ogóle nazwaliście się Kontrola W?
- Oczywiście - to była całkowicie luźna inicjatywa. Wcześniej istnieliśmy jako inne zespoły, grające jakieś heavy-metale-srale.

- Wojtek Jagielski ostatnio opisywał w Wyborczej historię, jak to was poszukiwał Marek Niedźwiedzki przez radio. Twój ojciec ponoć prosił Marka o pomoc, bo porozjeżdżaliście się na wakacje a przyszło zawiadomienie, że zakwalifikowaliście się do Jarocina...
- Prawda. Ja wtedy chyba w góry pojechałem, nie powiedziałem gdzie i rzeczywiście Marek nas poszukiwał przez radio.
- To był 1982 rok, pierwszy wasz występ w Jarocinie?
- Tak. Wysłaliśmy tam nagrania na zasadzie dowcipu. Wysyłaliśmy tam kasety dwa razy wcześniej pod innymi nazwami i dwa razy się nie dostaliśmy. I tak byliśmy wkurwieni na ten Jarocin, że postanowiliśmy, że zrobimy taką muzykę, że wszyscy się wyrzygają, że wszystkich będzie wykręcało. Jak zrobiliśmy tak, żeby się wszyscy wyrzygali to się okazało, że to się spodobało. To było całe zaskoczenie - wysłaliśmy kasetę, w ogóle o tym zapomnieliśmy i sobie wyjechaliśmy.

- Mam pytanie o ten legendarny artykuł Chrisa Bohna w "New Musical Express", gdzie zachwycał się wami. To jest w ogóle prawda, czy legenda przez was wytworzona?
- Prawda - mam ten artykuł w domu. To było po Rock Arenie w 1983 i jest dokładnie napisane tak: "the best and most contemporary group of Poland", czyli najlepsza i najbardziej nowoczesna grupa w Polsce.

- Skąd zmiana nazwy z Kontroli W na Kosmetyki? Bo de facto Kosmetyki były przecież kontynuacją ostatniego okresu Kontroli.
- Były kontynuacją, ale już dochodził klawisz, zmiana miejsca zamieszkania - Kosmetyki już nie były ze Zduńskiej Woli ale z Warszawy. I może kontynuacja, ale jednak była to inna muzyka... A ponadto ja nie chciałem już kontynuować tego pod nazwą Kontrola W. Generalnie Walter Chełstowski nas namówił. Nie chciało nam się grać, to co tam dłubaliśmy to dłubaliśmy dla siebie. Walter nas przekonał, żebyśmy przysłali to do Jarocina. Ja mówię pod nazwą Kontrola W to odpada, ja nie będę przecież startował w konkursie, nie będę się wygłupiał.
- Jasne - przecież wcześniej już Jarocin wygraliście.
- Dokładnie. Walter na to, że inaczej nie można. No to w końcu zmieniliśmy nazwę na Kosmetyki.
- To było w 1985 r., kiedy trafiliście do "złotej dziesiątki"?
- Tak - myśmy tam nawet w tej dziesiątce zdaje się byli na pierwszym miejscu. Ale coś ciekawego opowiem. Był cały konkurs i fundatorzy nagród wystawili je do obejrzenia. I Mansfield wystawił jedną gitarę. Ja wtedy grałem na takim strupie, starej Jolanie. No i sobie myślałem "Jezu - to w ogóle nierealne, żebym dostał taką gitarę". No i Walter Chełstowski zrobił zebranie wcześniej, przed przyznaniem nagród laureatom, ogłosił, kto będzie laureatem i zapytał, kto na czym gra. No i tu się ujawniła ta polska paranoja - każdy oczywiście grał na jakichś podróbach, ale twierdził, że gra na Fenderze, na Gibsonie. Jak doszło do mnie, to przyznałem, że gram na Jolanie - starym strupie. Potem było wręczenie nagród i ten, który grał na Fenderze czy Gibsonie, to oczywiście gitary nie dostał a ja dostałem japońską gitarę bo powiedziałem, że gram na Jolanie. Ale mało tego - jak wręczali nagrody, to jednemu wręczyli pałeczki, drugiemu przester do gitary, trzeciemu coś tam, czwartemu w końcu tą gitarę Mansfielda - myślę: "O cholera, ja tej gitarki nie dostanę", a tak bardzo chciałem ją dostać. No i główna nagroda - pudełko, otwieram je i myślałem, że tym muzykom szczęka w ogóle opadnie - to była piękna biała japońska gitara. A jak już zeszliśmy ze sceny Walter mówi do mnie "Darek - to jeszcze nie wszystko, jeszcze macie sprzęt za tysiąc marek". Tysiąc marek - wtedy to były kosmiczne pieniądze. Pytam Waltera, dlaczego tego na scenie nie powiedział, a on - "Po prostu przegryźli by wam gardło".

- Pojawiliście się w dwóch filmach - w znanym "Moja krew twoja krew" i, co ciekawe, w serialu "Tulipan". Rzadko w ogóle zespoły rockowe pojawiały się w serialach, a już szczególnie dziwna była wasza obecność w takim specyficznym serialu [była to opowieść o oszuście matrymonialnym, uwodzącym, okradającym i porzucającym kobiety].
- Tak - Walter jakoś tam zamieszał. Dobrze że zagraliśmy bo do tej pory z tego mam pieniądze. Serial jest wznawiany i ciągle spływają tantiemy.

D. Kulda (z lewej) razem z Bułgarami w Jarocinie w 1987 r. - Współpracowałeś także z Milionem Bułgarów. Była to współpraca okazjonalna, czy coś bardziej stałego? Wiem, że zagraliście razem w 1987 r. w Jarocinie i na Róbrege.
- Były trzy koncerty, no - właściwie cztery. Ale jak na ironię ja byłem znacznie gorszym gitarzystą od ich poprzedniego gitarzysty. Odszedł on od nich przed samą FAMĄ, oni spotkali mnie i że mieli do zagrania parę koncertów, zaproponowali mi granie. Ja w ogóle takiej muzyki wcześniej nie grałem, ale co tam - nauczyłem się i skomponowałem im nawet jedną piosenkę - "Zabiję cię". I ta piosenka po jednym koncercie stała się hitem i już zawsze za Bułgarami się ciągnęła, bo do końca za nimi krzyczeli na koncertach "Zabiję cię, zabiję cię". A oni już tego nie chcieli grać, bo nie chcieli mówić, że to nie ich piosenka, że to Darek Kulda itd. I wtedy w Jarocinie odnieśli największy sukces mimo tego, że ja naprawdę gorzej grałem niż tamten gitarzysta.

- Wspominałeś kiedyś, że w ogóle nie lubiłeś grać koncertów...
- Nienawidzę grać koncertów.
- Poważnie? Czyli takie "zło konieczne"?
- Zawsze pamiętam że się namęczyłem, spociłem, miałem cholerną tremę, pobrudziłem się tymi kablami... Trudna, ciężka robota. Gdybym miał być muzykiem to w studio mógłbym siedzieć o wiele dłużej niż inni a po prostu koncertów nie trawię. Druga sprawa - inaczej się gra dla swoich rówieśników a całkowicie inaczej, gdy człowiek się starzeje a publiczność jest ciągle w tym samym wieku. Współczuję tym Rolling Stonesom, ja w ogóle nie chciałbym wykonywać takiego zawodu.
- Albo jak u nas Kazik, który teraz gra koncerty dla ludzi często nawet trzykrotnie młodszych od siebie.
- Dokładnie. Wiesz, ja nie mam z tymi ludźmi o czym rozmawiać, ja nie wiem, po co miałbym to robić.
- Ale tych koncertów Kosmetyków nie było zbyt wiele?
- Słuchaj - my zagraliśmy w życiu jedynie trzynaście koncertów. I to jest cała ironia.
- Trzynaście koncertów z Kosmetykami?
- Nie - razem z Kontrolą. To były w zasadzie festiwale, nigdy nie graliśmy na mniejszych koncertach - wyjątkami były chyba tylko koncerty w Łomży i w Łodzi. Nie byliśmy z Warszawy, nigdy nie mieliśmy managementu. W ogóle totalna amatorka w podejściu do organizacji koncertów - jak ktoś do nas zadzwonił to graliśmy, jak nie, to my nic nie załatwialiśmy. Nie byliśmy zawodowymi muzykami, każdy zajęty był czymś innym. Trzynaście koncertów i rozmawiamy o tym po kilkunastu latach.
- Tak - kupa osób to nadal pamięta.
- No bo i nie może nie pamiętać, jako że nikt tak nie grał, nie gra i nie zanosi się, żeby grał. Taka jest prawda. Tutaj jestem może zarozumiały bufon, ale po prostu my nad tym nieźle główkowaliśmy. Nie graliśmy prostą metodą - lecimy Roling Stonsami to lecimy Roling Stonsami bo teraz takie granie jest modne. Była moda na zespoły typu Joy Division, potem była moda na zespoły typu U2, potem moda na zespoły z saksofonem. Kult już trochę potem zmądrzał, ale na początku przecież Kult, Róże Europy, Kobranocka, czy Lipiński - wszyscy jeden po drugim grali kiedyś w Od nowie w Toruniu, ja siedziałem w barze i nie wiedziałem, czy już się zespół zmienił czy ciągle jest ten sam. One się w zasadzie nie różniły. I dlatego my z Bułgarami tam wygraliśmy za oryginalność czy coś tam - już nawet nie pamiętam.
- Właśnie - twoje wypowiedzi z całego okresu działania Kontroli czy Kosmetyków są bardzo pewne swojej wartości, wręcz buńczuczne - twierdziłeś, że gracie coś całkowicie nowego, oryginalnego. Jak widzę, podtrzymujesz nadal tą opinię?
- Oczywiście, że podtrzymuję. Dlatego mam w dupie całą muzykę bo po prostu gdybym grał dzisiaj to też robiłbym coś oryginalnego.
- Ale jednak was szufladkowano, porównywano do B-52's, do Talking Heads...
- Oj - różnie porównywano. I do B-52's i do Talking Heads, czasami do Kraftwerku a czasami do Maanamu.

- Tak około 1989 roku, od rozpoczęcia Waszej współpracy z Igorem Czerniawskim [z Ayi RL] w Kosmetykach była dość poważna wolta w stronę muzyki pop.
- W stronę muzyki pop, oczywiście.
- Nazywałeś to "nowocześnie zaaranżowaną muzyką rozrywkową".
- Graliśmy kiedyś na koncercie z Wańką Wstańką i z zespołem De Mono - to znaczy wtedy to raczej oni grali z nami niż my z nimi. No i im ludzie klaskali a nam nie. No i Starosta po koncercie się popłakał, że chce grać jak Wańka Wstańka i wtedy nastąpił rozłam bo powiedziałem mu "To graj jak Wańka Wstańka".
- No i on w końcu grał w Wańce Wstańce.
- Tak - on zawsze był żądny aplauzu i czuł potrzebę akceptacji. Ja natomiast wpadłem na pomysł, że fajnie byłoby wymyślać w końcu fajne melodie. No i stąd była ta wolta.
- A jaki był w tym udział Igora Czerniawskiego, który bardziej siedział w takich klimatach elektronicznych, spokojniejszych? Ciągle ty byłeś liderem?
- Tak - Igor mnie pytał jak co chce mieć zrobione i wykonywał to, co ja chcę.
- Rządziłeś nadal ty?
- Rządziłem ja. Kompozycje były moje, natomiast produkcja była Igora. W dużej mierze także aranżacja, ale to wynikało z faktu, że on miał znacznie więcej doświadczenia.

- Prócz pojedynczych utworów na składankach nic a nic Kosmetyków się nie ukazało. Nie było szansy na nagranie płyty?
- Było - nagraliśmy nawet całą płytę z Igorem i Kaśką. Materiał nie został zgrany - był jedynie w studio wykończony. Nagrywaliśmy to za darmo u Puczyńskiego. I ciągle Puczyński nie miał czasu żeby nas wpuścić, żeby to zgrać. No i w końcu skasował tą taśmę bo mu była na coś potrzebna. I skasował swój czas zainwestowany w to, swoje studio i naszą pracę. Ale całe szczęście że z tej sesji są trzy nagrania zgrane a sześć jest w takiej wersji niezgranej na kasecie. I materiał ten zamierzam zresztą wydać. Te nagrania z kasety wyczyścimy i będzie takie "bootlegowe" nagranie.

- Kiedy zakończyliście grać? Pojawiały się jakieś informacje o reaktywacji w 1990 r. w dwuosobowym składzie.
- Skończyłem definitywnie w 1992 r. Wtedy zagraliśmy koncert na Agrykoli z zupełnie innym składem, z inną wokalistką. Koncert był bardzo dobrze przyjęty, ale po tym jednym koncercie znowu mi się zespół rozpadł, dlatego że ja nie byłem w stanie zagwarantować muzykom, że będą mieli z tego pieniądze.

- Utrzymujesz jeszcze jakiś bliższy kontakt z kimś zespołu?
- Jasne - z Wojtkiem Jagielskim praktycznie co drugi dzień się widzimy.
- Bo np. Kain May trochę się odciął od drogi, jaką podążyliście - on został w undergroundzie...
- Tak - ten konflikt był zresztą od dawna. W pewnym momencie w ogóle nie można było znaleźć punktu wspólnego. Ja chciałem grać ambitny pop, elegancką muzykę rozrywkową, Wojtek chciał grać jak Swans - on był całkowicie alternatywny a Starosta zajął się muzyką ludyczną i zaśpiewami Wańki Wstańki.
- A Kaśka? Była jedynie młodszą siostrą, która wykonywała polecenia brata?
- Kaśka miała głos doradczy a nie decyzyjny. Zawsze tak było.
- Pojawiały się np. zarzuty, że za bardzo odsuwasz ją od śpiewania.
- A jak miałem jej nie odsuwać? Jestem facetem a musiałem pisać teksty dla dziewczyny. A to nie jest łatwe.

- Ty w ogóle coś robiłeś muzycznie po Kosmetykach?
- Nie, raczej nie. Nie miałem ochoty i definitywnie straciłem zainteresowanie muzyką.
- A Kaśka?
- Też nie, prócz tego, że śpiewa czasami w chórze prawosławnym w Przemyślu, gdzie obecnie mieszka.
Ja zacząłem zajmować się giełdą papierów wartościowych, w 1995 r. zacząłem pracować w Poltonie, w 1997 w Warnerze i jak rozpocząłem tam pracę to definitywnie straciłem zainteresowanie muzyką. Jak dotykam płyty kompaktowej to jestem prawie że chory. Nawet swój sprzęt muzyczny pożyczyłem koleżance. Po prostu my z Jagielskim od piątej klasy podstawówki połowę życia spędziliśmy na przegrywaniu taśm, kompletowaniu nagrań, słuchaniu radia, "biciu piany" o muzyce, po prostu pół życia zmarnotrawiliśmy na muzyce. I czego mieliśmy wysłuchać, to chyba już wysłuchaliśmy. A ponadto jak będę chciał posłuchać czegoś dobrego, to sobie sam to zrobię.


POWRÓT NA GŁÓWNĄ STRONĘ KONTROLA W./KOSMETYKI MRS. PINKI
POWRÓT NA GŁÓWNĄ STRONĘ DADA'S MUSIC PAGES

:::e-mail::::Dada's Music Pages on terra soundtralis incognita::::sounds::::