HISTORIA

WYWIAD Z P. PAWŁOWSKIM

DYSKOGRAFIA

PRASA

wywiad z basistą Made In Poland, Piotrem Pawłowskim, przeprowadzony w marcu 2001 r.

Początkiem Made in Poland była Exhumacja, która zagrała m.in. w Jarocinie w 1983 r. Ale w tym zespole jeszcze nie grałeś, nieprawdaż? Możesz opowiedzieć, jak wyglądały Twoje kontakty z ludźmi, z którymi utworzyliście M.i.P.?

Córę (Krzysztofa Grażyńskiego) poznałem w 1981 roku jako lidera konkurencyjnej dla Omenu, w którym wtedy grałem, hard rockowej kapeli Kontakt. Później zaczął tam śpiewać zafascynowany Black Sabbath wokalista o ksywie Ozzy (późniejszy Rozi). W 1983 roku Kontakt zmieniał perkusistę i casting na to stanowisko wygrał Artur Hajdasz, którego admiracja dla GBH i Exploited spowodowała zmianę image`u i stylu oraz nazwy kapeli na Exhumacja. Cechą typową w Exhumacji były częste zmiany personelu. I tak Hajdasz wyrzucił Jacka Łacha, zatrudniając swojego serdecznego kumpla Franza (Dariusz Piotr Adamczyk - na marginesie: kompozytor słynnego hitu Bajmu "Jezioro szczęścia" [Franz znany jest ponadto z gry chociażby w Dupą, Pudelsach czy Tilcie - przyp. D.]). Z kolei Franz wyrzucił Córę. Ostatni koncert Exhumacja zagrała w listopadzie 83 na festiwalu Kolejarskie Rytmy w Zbąszynku, wzbudzając panikę wśród organizatorów. Na gitarze grał lider Ukrainy, niejaki Adolf (Grzegorz Adamowicz). W ramach retorsji Exhumacja została wyrzucona z Kolejowego Domu Kultury w Krakowie, gdzie miała próby.
W kwietniu 1984 odwiedził mnie Córa, proponując mi udział w reaktywowaniu Exhumacji. Trochę się tego bałem mając w pamięci niedawne koleje losu tej kapeli. Ostatecznie pierwsza próba odbyła się 14 maja. Oprócz naszej czwórki [Robert "Rozzy" Hilczer (voc.), Krzysztof Grażyński (git.), Piotr Pawłowski (gitara basowa) i Artur Hajdasz (perkusja) - przyp. D.] grał jeszcze drugi gitarzysta o wdzięcznej ksywie Bobik, ale po tygodniu odpadł. Po dwóch tygodniach tłuczenia Hien i Irak Iran stwierdziliśmy, że świat poszedł już trochę do przodu. Miałem już wtedy przygotowane numery w innej stylistyce, w której wszyscy się odnaleźliśmy. Nasz menadżer Tomek Słoń wymyślił nową nazwę - Made In Poland. Kontrpropozycja wyszła od Hajdasza - Ponury Batyskaf (ciekawe, czy on to pamięta), ale nie miała szans. Praca wrzała - kawałki powstawały bardzo szybko i wszyscy przynosili jakieś pomysły. Często było tak, że np. Hajdasz wymyślał bas, ja gitarę, a Córa bęben. Graliśmy prawie codziennie, a widok zza okna (nieistniejąca już fabryka Solvay - miejsce bliskie Janowi Pawłowi II ) był tak ponury, że nic dziwnego, że uznano nas za czołowych dołowców PRL. Na początku czerwca nagraliśmy demo w Studenckim Radiu Nowinki. Za konsoletą stanął Tomasz Berezowski (szef techniki w RMF), za producenta robił śp. Piotr Marek z Dupą. Destruktywną rolę odegrał Franz, który przyszedł z flaszką (niejedną) i upił prawie wszystkich. Franz w ogóle bardzo chciał grać w Made In Poland (a Hajdasz też tego chciał w początkowym okresie). Często w prasie można przeczytać, że Franz grał w MiP (on też o tym mówił w paru wywiadach), ale kategorycznie zaświadczam, że ten fakt nie miał nigdy miejsca.

Ale szerokiej publiczności zaprezentowaliście się w Jarocinie w 1984 r., gdzie zdobyliście wyróżnienie. Jak w ogóle wspominasz ten festiwal?

Do Jarocina 1984 jechaliśmy już jako sensacja z Galicji i to trochę nas usztywniło, bo to był pierwszy koncert. Ja byłem tak przerażony, że zacząłem grać inny utwór niż reszta kolegów. Hajdasz się zorientował i po przesłaniu mi zabijającego spojrzenia zaczęliśmy raz jeszcze. Potem już było OK. W trakcie koncertu zorientowałem się, że publika słucha nas w ogromnym skupieniu. To była jedna z najważniejszych chwil w moim życiu.
Tamten Jarocin był najlepszy w historii, prawie każda kapela, która wchodziła na scenę, wręcz zabijała swoim przekazem. To był świat zupełnie inny niż oficjalna rzeczywistość i jakże kolorowy. Występy Siekiery, Klausa Mitffocha, Rendez Vous, Madame, Variete, Fortu BS, Prowokacji czy nawet New zostały na zawsze w mojej pamięci.
Jarocin 1985 był już trochę inny. Wkurwiały mnie kapele, które po odkryciu, że Chełstowski popiera nas czy Madame, zaczęły grać "pod Waltera". Krótko mówiąc twórczość Enklawy Ełk i Ivo Partizana nie rzuciła mnie na kolana (nie wyczułem tam żadnej szczerości). Znakomite były koncerty Republiki, Janerki, Madame, znowu Variete, Voo Voo i 1984.
Jarocin 1986 spędziłem jako rezydent. To już było po naszym rozstaniu z Walterem, więc nie mogliśmy tam zagrać.

A propos Waltera - generalnie wokół jego postaci istnieje sporo kontrowersji - wielu uważa go za osobę o kolosalnym wręcz znaczeniu dla rozwoju ówczesnej polskiej muzyki, ale są też tacy, którzy zgłaszają bardzo poważne zastrzeżenia. Wy byliście zespołem ze "stajni" Chełstowskiego, który wręcz mówił o utworzeniu "wspólnego frontu" przez takie grupy jak Variete, Siekiera, Aya RL, Madame czy właśnie Made in Poland. Z tej bliskiej współpracy między waszymi grupami chyba jednak nic konkretnego nie wyszło (choć odbyły się chyba nawet jakieś spotkania tej ekipy)?

Tylko raz doszło (w warszawskim mieszkaniu Kukiza) do nasiadówy z udziałem Waltera, Brylewskiego, Maleo, Ayi RL, Madame, Siekiery i naszym. Dyskusja była o niczym. Trudno mówić o jakimś wspólnym froncie. Było jeszcze jedno spotkanie w jakiejś szkole na Grochowie. Pamiętam tylko tyle, że grałem z Brylewskim w ping ponga.
Walter dużo pomógł różnym kapelom, ale nie robił tego bezinteresownie (kapele oddawały mu 20-40% swoich dochodów). Był bardzo poważnym facetem i miał szacunek dla tzw. artystów. To nie jest nic złego, że chciał coś z tego mieć. Bardzo dbał, żebyśmy nigdy nie pojawili się w podejrzanym towarzystwie, tj. na przykład zagrali na jednym koncercie z Lombardem. Po jego odejściu Jarocin praktycznie padł artystycznie. Myślę, że gdybyśmy go wtedy słuchali we wszystkim, moglibyśmy więcej osiągnąć. W tamtych czasach myślałem jednak inaczej.

Ale kontynuując historię zespołu. W 1986 r. na jakiś czas odszedł od zespołu Rozi.

Po odejściu Roziego zaprosiliśmy kilka osób na, jak to dzisiaj się mówi, casting. Zgłosił się m.in. wówczas 16-letni Tomek Grochola (obecnie Agressiva 69). Ostatecznie niejednogłośnie wybraliśmy Jolę (Jolanta Anna Pulchna), która śpiewa na drugim singlu i w radiowej wersji Ucieczki. W tym składzie zagraliśmy trzy koncerty pod koniec 86 roku. Z Jolą wykonywaliśmy nieco bardziej słoneczną muzykę, aczkolwiek brzmienie zespołu nie uległo radykalnej zmianie. Na początku 87 roku ta współpraca dobiegła końca. Przez dwa tygodnie próbowaliśmy z Jackiem Dewódzkim (później Dżem), jednak jego wokal w tamtym okresie za bardzo przypominał Panasewicza. Wtedy zaproponowaliśmy współpracę Robertowi Gawlińskiemu. Przyjechał do nas na sześć prób. Zrobiliśmy razem tylko cztery piosenki (jedna z nich pt. Moc ukazała się na naszym LP). Piosenki zostały nagrane na moim starym Grundigu. Zdaje się, że jestem ich jedynym posiadaczem. Gaweł (chyba ze względów logistycznych, a nie artystycznych) zrezygnował po dwóch tygodniach. Przez miesiąc śpiewał u nas niejaki Piotr Szczepanik (wokalista podziemnej kapeli Plemnik), aż Rozi wrócił . Pierwszy koncert odbył się w czerwcu 87 (Rozi miał temblak na prawej ręce z powodu jej złamania, ale niektórzy fani dopatrywali się w tym jakiegoś przesłania). Wtedy też w kapeli zadebiutował Władek Grochot [trąbka - przyp. D.].

Wszędzie podawaliście, że tekst i muzyka są autorstwa zespołu - oczywiście domyślam się, że robiło się tak zwykle choćby ze względów finansowych, tantiemów autorskich?

Teksty do Ja myślę, Programu, Papieru z pieczątką oraz wszystkich kawałków z LP (z wyj. Wspomnienie świata) są mojego autorstwa. Pozostałe napisał Rozi. Tekst do Nieskazitelnej twarzy napisała Jola. Muzyka zawsze była wspólnym dziełem.

Z tego co widzę wychodzi, że jesteś jedynym muzykiem w składzie grupy, który grał we wszystkich jej wcieleniach, jeśli się nie mylę?

Zaskoczę Cię informacją, że nie ma osoby, która grała by nieprzerwanie w MiP. Faktycznie - jestem jedynym, który grał we wszystkich składach. Natomiast nie uczestniczyłem w nagraniu LP, pomimo tego, że widnieję w opisie. Płyta miała być nagrywana w kwietniu 1988, jednak Tonpress przesunął termin na maj. W międzyczasie dostałem bilet do wojska i nie udało mi się zwolnić na sesję nagraniową. W tej sytuacji zastąpił mnie Kuba Smaczniak z krakowskiej kapeli ZOAS. Po nagraniu czterech pierwszych utworów (od Wspomnienia świata do Pięść i strach) wyjechał bez powiadomienia moich kolegów. W trybie pilnym chłopcy ściągnęli Jacka Łacha, z którym wystąpili w Jarocinie 83 jeszcze jako Exhumacja i to on gra w pozostałych pięciu kawałkach. W utworze Moc słychać także klawisze Igora Czerniawskiego.

A jak w ogóle oceniasz obecnie Waszą płytę długogrającą? Generalnie opinie po jej wydaniu były raczej mało przychylne, uważano, że płyta była niespójna - niby dużo nowej fali, a z drugiej strony wyraźne ciągotki popowe. Jak to teraz widzisz?

Materiał na tę płytę był wynikiem tego, że zmieniły się nasze fascynacje w tamtym okresie. Zwłaszcza Hajdasz i ja nie pozostaliśmy obojętni na Simple Minds, The The i nawet Simply Red. Większe pojęcie o tym jak wtedy brzmiał zespół daje np. wideo z koncertu w kwietniu 88. Płyta miała zbyt plastikowe brzmienie, dodatkowo Rozi nie czuł się dobrze w tej konwencji i także kolega Łach położył cztery piosenki od strony basowej. Z dzisiejszej perspektywy śmieszą mnie teksty, które wtedy napisałem. Obecnie przyznałbym się tylko do Zielonej wyspy i Ostatniej piosenki. Jako całość najbardziej przekonuje mnie Wspomnienie świata, które brzmi jak podkład do filmów Munka czy wczesnego Wajdy.

Kwestia Waszego pierwszego "zniknięcia" ze sceny - to było ok. 1988 roku, jeśli się nie mylę - w każdym razie jeszcze przed oficjalnym ukazaniem się na rynku waszego longplaya. Jakie były tego powody?

Nie mieliśmy wcale zamiaru znikać ze sceny. Muzyka była wtedy naszym jedynym źródłem utrzymania. Nie załapaliśmy się na klimat Krajowej Sceny Młodzieżowej, gdyż funkcjonowaliśmy w świadomości jej bossów jako kapela dołująca. Dodatkowo klimat w zespole nie był najlepszy. Córa (Krzysiek Grażyński) miał już dość muzyki i w 1990 roku rozprzedał swój sprzęt. W latach 1988 - 1990 zagraliśmy trzy koncerty (wszystkie w Krakowie). Nic więc dziwnego, że zespół wtedy przestał istnieć.

W 1992 r. prasa muzyczna podawała, że wznowiliście granie w składzie z Tobą, Arturem, Maciejem Strojnym na wokalu i Jozefem Weberbauerem na gitarze. Ale też dość szybko o Was ucichło. Możesz powiedzieć coś więcej o tym etapie?

Pod koniec 1991 roku Artur (który wtedy mieszkał w Krynicy) zadzwonił do mnie z informacją, że nudzi mu się bez muzyki, i że znalazł w pobliskiej Muszynie zajebistego gitarzystę, niejakiego Józefa Weberbauera. Załatwiliśmy salę prób w tejże Muszynie. Józef nieźle wyglądał, natomiast był gitarzystą z opcji Vaiowsko-Satrianowskiej i miał pewne problemy ze znalezieniem z nami wspólnego języka. Namówiłem jednak Roziego i regularnie co tydzień zjawialiśmy się w Muszynie. Muzyka szła w rejony Jane's Addiction. Po jakiejś awanturze Rozi nie przyjechał więcej. Wtedy sięgnęliśmy po Macieja Strojnego. Maciek to ciekawa postać. Jako dziecko grał starszego brata w serialu Rodzina Leśniewskich. W liceum został gitarzystą niezłej kapeli Rattengift (takie Sisters of Mercy). W 1988 założyliśmy razem rozrywkowy band Kamienny Krąg, gdzie dość wiernie graliśmy zagraniczne i polskie standardy z własnymi tekstami, które traktowały tylko i wyłącznie o problemach heavymetalowych gitarzystów.
Wracamy do roku 1992. Maciek Strojny w Kamiennym Kręgu pierwszy raz dał głos. Jego wokal brzmiał w języku polskim raczej kabaretowo, natomiast całkiem nieźle w angielskim. Po kilku próbach w Muszynie zrobiliśmy nowy repertuar (ok.12 piosenek) - wszystkie po anglosasku. Graliśmy także Ja myślę z angielską wersją tekstu. Muzycznie brzmiało to jak coś pomiędzy Stone Roses, wczesnym New Order a The Cult z płyty "Electric". Odnalazł się Josef, paru facetów porównało go z Johnem Squirem (ciekawe, czy Josef go słyszał). Zagraliśmy w tym składzie chyba pięć koncertów. Ostatni w pamiętnym Fugazi na Woli. Miało grać także Variete, ale nie przyjechali. Po nas wystąpił Kamienny Krąg (czyli Maciek, ja i Jacek Ruszkiewicz na perkusji). Publika była mocno skonsternowana. Tym nieszczęsnym koncertem na pewno sobie nie pomogliśmy. Dodatkowo objawił się Robert Sankowski i przeprowadził krótki wywiad z Maćkiem, który zrobił sobie w swoim stylu jaja. Potem te wypowiedzi ukazały się w Tylko Rocku, a Leszek Gnoiński w swojej encyklopedii uznał je za buńczuczne. Po przerwie wakacyjnej Rozi dał się namówić na powrót. Ustaliliśmy jednak, że kapela zmienia nazwę na ONI i nie będzie grać kawałków Made In Poland. Ale to już zupełnie inna historia.

Powróciliście znowu jako Made in Poland w 1999 r....

Ostatnie koncerty w 1999 roku zagraliśmy w składzie Rozi, Doman Hilczer (jego brat) na gitarze, Mariusz Kruc na perkusji i ja.

Zagraliście przed Stranglersami w warszawskiej Sali Kongresowej. Jak udało Wam się trafić na pozycję supportu w sumie sporej gwiazdy? W końcu nie było o Was słychać przez dobre kilka lat (mimo, że zapowiadający Was wspominał, że M.i.P. to grupa która istnieje nieprzerwanie od 15 lat). I mówisz o "ostatnich koncertach" - czyli było tego więcej, niż tylko ten występ w Warszawie?

Otóż organizatorem koncertu Stranglersów była firma Ad Quartum należąca do Roziego i jego żony. Do tego koncertu przygotowywaliśmy się w krakowskim klubie Zaścianek i w zamian za udostępnienie sali zagraliśmy tam prawie dwugodzinny koncert pod koniec marca 99. Zagraliśmy tam dziesięć nowych utworów (nie mam ich, niestety), m.in. naszą wersję utworu Komedy z filmu "Prawo i pięść". Naprawdę mocna rzecz.
Natomiast w Kongresowej z premedytacją wykonaliśmy tylko najstarszy repertuar. Stąd te recenzje, że zagraliśmy tak jakby przez ostatnie 15 lat nic się nie wydarzyło.

Zdradź, jak to się stało, że nie grał z Wami Artur Hajdasz? W końcu on chyba z Was wszystkich miał najbliższy, stały kontakt z muzyką i trochę dziwny wydaje się jego brak w odnowionym Made in Poland. I rozumiem, że w tym momencie grupa znowu znajduje się w stanie zawieszenia? A jak myślisz - jest szansa, że kiedyś jeszcze się zbierzecie i zagracie?

W 1998 roku Rozi, Doman Hilczer i ja namawialiśmy Artura na wspólne granie ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Pod koniec 1999 roku spotkaliśmy się kilkakrotnie (znowu z Arturem), ale ponieważ mieszkamy w różnych miastach nie jest łatwo znowu coś razem zrobić. Chociaż, kto wie.....

Byliście wręcz sztandarowym (obok Variete czy Madame) zespołem z gatunku cold wave. Jak wspominasz ten nurt, jak w ogóle oceniasz cały ten "zimnofalowy boom" połowy lat 80-tych, to nagłe pojawienie się setek grup zapatrzonych już nie tylko w Joy Division czy Cure, ale właśnie w Was lub Variete? Bo przecież bez najmniejszej wątpliwości właśnie Wy i Variete ten boom rozpoczęliście. Bo chyba samym tylko "graniem pod Waltera" tego jednak nie da się wytłumaczyć?

Jeżeli o mnie chodzi to The Cure usłyszałem pierwszy raz w 1981 roku (Faith), Joy Division zaraz po śmierci Curtisa - ale to nie te kapele wywarły na mnie największy wpływ muzycznie. Moim numerem jeden od 1982 roku (chyba tak) jest Killing Joke i tego już nikt nie zmieni. Zawsze uwielbiałem też Police, Echo & The Bunnymen, Opposition, Midnight Oil (to trochę później). Tekstowo raczej Waters z okresu świetności Pink Floyd miał na mnie większy wpływ niż Curtis. W moim przypadku tekst powstawał wcześniej od muzyki i to, że załapaliśmy się wszyscy na zimną falę przydało tekstom Programu i Ja myślę siły przekazu. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić Ja myślę w formie 12-taktowego bluesa, a Programu jako speed thrash metalu (już prędzej goa trance).
W muzyce zawsze jest tak, że zmieniają się mody muzyczne, i że prekursorskie kapele znajdują wielu naśladowców. Każdy nowy gatunek wnosi nową jakość do historii. Dzisiaj możemy mieć satysfakcję, że wpływy MiP są widoczne np. w Mancu czy zwłaszcza Myslovitz (Artur Rojek przyznał się w jakimś wywiadzie). To, co robiliśmy w latach 1984-86 wpłynęło na wielu ludzi (niekoniecznie innych muzyków), bo po prostu było przekonujące i zgodne z duchem tamtych czasów. Zimna fala nie jest jednak ponadczasowa na tak dużą skalę jak np. blues i od samego początku była skazaną na tzw. niszę. Dla mnie muzyka nigdy nie skończyła się na latach 80-tych (chociaż do tamtej muzyki mam największy sentyment). W zakończonej właśnie dekadzie ścięła mnie z nóg np. pierwsza płyta Rage Against The Machine, cały Massive Attack, DJ Shadow, Tortoise czy ostatnio polski alternatywny hip hop (Grammatik, Roszija) - w którym odnajduję podobne treści do przesłania MiP z czasów świetności.

Wspominasz Killing Joke... Zdaje się, że w ogóle była to kapela chyba o największym wpływie na Polaków w "tym" nurcie. Bo przecież prócz Was (gdzie przecież jakichś bezpośrednich inspiracji tak naprawdę nie widać) była jeszcze "późna" Siekiera, gdzie te fascynacje były już bardzo widoczne. A propos - co w ogóle sądzisz o ówczesnych grupach zimnofalowych? Wypowiadałeś się już pochlebnie o koncercie Variete w Jarocinie w 1984 r., nie byłeś przekonany do Ivo Partizana czy Enklawy Ełk.

Wpływy Killing Joke w Made In Poland są widoczne na drugim singlu (kompozycja Córy i Hajdasza Nieskazitelna twarz przypomina "Love Like Blood" z CD Night Time). Natomiast mój późniejszy band Odkryta Ameryka nie ukrywał fascynacji KJ. Nasza kaseta wydana przez Psy Wojny Records miejscami nie ma o wiele gorszego brzmienia niż CD "Panndemonnium".
Wracając do lat 80-tych byliśmy naprawdę mocno zaprzyjaźnieni z Madame - zagraliśmy razem kilkanaście koncertów i wspieraliśmy się nawzajem, pożyczając sobie różne urządzenia do gitar i po prostu ucząc się od siebie nawzajem. Józek (Piotr Jóźwiak) był niesamowitym basistą - szkoda, że już w 1985 przestał grać - bardzo wiele skorzystałem z jego podpowiedzi. Sadek też był ścisłą czołówką. No i Gaweł, który śpiewał (a wtedy prawie nikt nie śpiewał).

Wspomnij na koniec, co teraz porabiacie. Tak naprawdę na stałe z graniem (w znaczeniu, że chyba z tego głównie się utrzymuje) związany jest chyba tylko Artur?

To prawda, że tylko Hajdasz ma stały kontakt z muzyką - obecnie próbuje coś zrobić z Gawlińskim. Rozi prowadzi firmę organizującą różne imprezy, także koncerty i coś tam dłubie w komputerze. Córa zniknął, natomiast ja realizuję się w swoim wyuczonym zawodzie (jestem ekonomistą) i sądzę, że osiągnąłem w nim więcej niż w muzyce. Czasami wpadam do Hajdasza i wgrywam mu ślady gitarowe lub basowe do MacIntosha . Bardzo brakuje mi czynnego zajmowania się muzyką, ale życie z grania oznacza nieustające kompromisy (większe niż w mojej obecnej pracy).W Polsce albo jesteś artystą bezkompromisowym i w konsekwencji nie płacisz rachunków, albo żyjesz z muzyki i lądujesz jako przerywnik w konkursie Miss Polonia. Na marginesie - największą kasę na muzyce zrobiłem dwukrotnie wygrywając Wielką Grę z tematów 'Polski rock' i 'Mistrzowie gitary'. Dobre, nie?

Z tego co widzę, to ze sporą sympatią podchodzisz do Made in Poland. Czyli było to dla Ciebie jednak coś więcej niż tylko młodzieńczy wybryk?

MiP to nie był młodzieńczy wybryk. To była najlepsza rzecz, jaka mogła się nam przytrafić w całym życiu i szkoda, że nie okazaliśmy się wtedy wystarczająco dojrzali do tego, by to rozumieć i szanować się nawzajem.


A na koniec mała niespodzianka - czyli muzyczne c.v. pierwszego składu MiP (bo tak naprawdę tylko ten skład powinien mieć swoje miejsce w historii)

ROZI (Robert Hilczer)
Kontakt 1981-1983
Exhumacja 1983
Made In Poland 1984-86,87-90,98-?
Action Direct 1990-91
Oni 1992-94
Ultra Pop 1996-98

KRZYSZTOF GRAŻYŃSKI
Kontakt 1980-83,Exhumacja 1983
Blef 1983 -84
Made In Poland 1984-1990

ARTUR HAJDASZ
Dupą 1982-85
Exhumacja 1983
Made In Poland 1984-90,92,?
Tilt 1986,1996-98
Chuligani 1987
Pudelsi 1994-2001
Oni 1992-94
Kicking Head 1995-96
Homo Twist 1995-2000
Chłopcy z Placu Broni 1995-97
okazjonalne występy m.in. z Tadeuszem Nalepą, Madame

PIOTR PAWŁOWSKI
1981 Omen (późniejszy King Size)
1982-83 Ostry Dyżur
1983 Metamarfoza
1983-84 Deja Vu
1983-84 Paweł Orkisz
1984-90,92,98-? Made In Poland
1988-92 Kamienny Krąg
1991-92 Patchwork
1992-93 Oni
1993-94 The Point
1993-96 Odkryta Ameryka
1996 Brutalny Wykonawca

Warto też nadmienić, że Doman Hilczer towarzyszył zespołowi od początku jako tzw.techniczny. Sam chwycił za gitarę pod koniec lat 80-tych. Jego c.v:
1990-91 Action Direct
1993-94 Oni
1995-96 Odkryta Ameryka
1996-98 Ultra Pop
1998-? Made In Poland
okazjonalne występy m.in. z Jorgosem Skoliasem

Zauważ, że litościwie nie wymieniłem ansambli, w których graliśmy w latach siedemdziesiątych.

marzec 2001