Tekst wywiadu z Jackiem Szafirem, przeprowadzonego przez Adama Kowalczyka, zamieszczam dzięki uprzejmości Dzidka z "Garażu" (ogromne podziękowania). Także Garażowi zawdzięczam znaczną ilość wykorzystywanych przeze mnie na stronie R.A.P.-u zdjęć zespołu.
Wywiad opublikowany został w 11 numerze "Garażu" (jesień 1998).



Poniższy tekst od samego początku miał pecha. Początkowo mój brumowy szefu bardzo się podjarał. Wywiad z SZAFIREM, MERCEM i ROGOLEM przy okazji wydania "RAP Generation", bodajże pierwszej kasety z nagraniami RAP'u - najlepszej regałowej kapeli jaka kiedykolwiek istniała w Polsce!!!
- Kurcze, rewelacja. Dzwoń i nawijaj. - Potem było szukanie SZAFIRA "gdzieś w Niemczech" i nie kończące się oczekiwania na "wielkie tak" w redakcji. Niestety "linia polityczna" (każdy wie o co chodzi) mojej gazety zmieniła się na tyle, że zupełnie straciłem nadzieję. W międzyczasie zdążyłem zaprzyjaźnić się z JACKIEM, do dzisiaj wymieniamy się płytami, a wywiad powolutku odchodził do krainy zapomnienia. Na szczęście napatoczył się DZIDEK, który właśnie reanimował GARAŻ i tak, od słowa do słowa zgadaliśmy się, że można byłoby sięgnąć po tekst, który od dawna jest gotowy. Dlatego dzisiaj, korzystając z jego gościnności publikuję zapis naszej rozmowy sprzed 1, 5 roku plus kalendarium napisane własnoręcznie przez JACKA. Czy warto do tego wracać? Myślę, że tak. Tak samo jak do nagrań, które mimo upływu ponad 10-ciu lat wywołują takie same dreszcze jak kiedyś "Reggae Rockers", przy którym dostawałem orgazmu jako nastoletni szczawik.

szafir.jpg - 3927 Bytes * Na początku było Słowo. Potem na Śląsku narodziła się ŚMIERĆ KLINICZNA, na bazie której doszło do utworzenia RAP'u...

JACEK SZAFIR : Oficjalnie zespół RAP powstał na jesieni 1985 roku. Dokładnie w zaszczurzonej piwnicy klubu GWAREK, czyli w tym samym miejscu, w którym wcześniej ŚMIERĆ KLINICZNA miała swoje próby. Trzy osoby ze składu RAP'u miały coś wspólnego ze ŚMIERCIĄ - sekcja i gitarzysta. Zresztą na tym nie kończą się związki pomiędzy obiema grupami. ROGOL śpiewał jakiś czas w ŚMIERCI, ja również... Początkowo pogrywaliśmy sobie na zasadzie niezobowiązujących reggae session i stopniowo, właśnie w ten sposób narodził się zespół RAP. Jeśli chodzi o mnie to już od '79 roku zacząłem mocno interesować się reggae. Pamiętam, że słuchałem audycji radiowych, nagrywałem sobie płyty i odjeżdżałem. Zupełnie popłynąłem w tym kierunku muzycznym. Na początku lat 80-tych w radio były znakomite audycje - WŁODZIMIERZ KLESZCZ i SŁAWEK GOŁASZEWSKI puszczali dużo reggae. Pamiętam jeszcze jak WOJCIECH MANN w telewizji pokazał MATUMBI i ich numer "Empire Rock"... MATUMBI było jedną z kapel, które nas interesowały i mocno inspirowały...

* W jakim stopniu wykorzystywaliście wcześniejsze doświadczenia ze wspólnego grania w ŚMIERCI? Pod względem stylistyki pomiędzy obiema grupami nie było zbyt wielu punktów stycznych ...

JACEK : Na pewno to pomogło. Przede wszystkim byliśmy już zgrani. W starym składzie ŚMIERCI śpiewał JUREK MERCIK - moim zdaniem najlepszy wokalista w Polsce. Potem, w RAP'ie często wymienialiśmy się wokalami. Basista WOJTEK JACZYCZKO też grał w starej ŚMIERCI. Do tego doszedł ROGOL, który był kumplem "MERCA" i na samym początku to właśnie on miał być głównym wokalem ŚK. Jednak jakoś tak do końca nie miał na to ochoty i w końcu przyprowadził MERCEDESA. Żeby było śmiesznie później MERCEDES przyprowadził ROGOLA do RAP'u... Pod koniec ŚMIERCI KLINICZNEJ próbowaliśmy we trójkę ( ja, WOJTEK JACZYCZKO i perkusista MAREK CZAPELSKI ) grać dalej jako ŚMIERĆ. W tym czasie pogrywali z nami MATEUSZ POSPIESZALSKI na saksofonie i ZIUT GRALAK na trąbce - taki zespół bez gitary. Potem ZIUT znalazł jakąś inną kapelkę, MAREK przeprowadził się do Warszawy i zostaliśmy we dwójkę z WOJTKIEM. Jak wspominałem doszedł MERCEDES, znaleźliśmy perkusistę i znakomitego gitarzystę MIRKA ZAWADZKIEGO. Podczas prób w '85 roku zaczęliśmy odchodzić w stronę reggae, które zawsze było dla mnie najważniejszym rodzajem muzyki. Zawsze chciałem tak grać, ale na Śląsku jak to na Śląsku albo grasz bluesa albo hard rocka. To już było bardzo dziwne, że zaistniał taki zespół jak ŚMIERĆ.

* Kto wymyślił nazwę i co ona oznaczała?

JACEK : Reggae Against Politics - reggae przeciwko polityce. Nie zapominaj, że to były gorące czasy. Chociaż uważam, że w tamtym okresie ŚMIERĆ była bardzo dobrą kapelą, nagraliśmy tylko dwa single. W grę wchodziły sprawy polityczne. (Ponieważ ŚK odmówiła występu na prestiżowej i ideowo słusznej imprezie odwołano ich sesję nagraniową, a zamiast ŚMIERCI wydano płytę KLAUSA MITTFOCHA, który na wspomnianej imprezie zagrał - przyp. kowalczyka ). Były zadymy na koncertach, mieliśmy dużo problemów z naszymi tekstami - trzeba było dawać je do cenzury. Czasami bywało tak, że mogliśmy grać tylko instrumentalnie. Pod koniec istnienia ŚMIERCI KLINICZNEJ milicja urządziła rewizję w Gwarku - za włosy i o mur. Widziałeś tę politykę i myślałeś o tej polityce. RAP to była kontynuacja naszej postawy, naszej walki przeciwko systemowi. Byłeś za albo przeciw.

* Czy interesowaliście się również filozofią rastafari? Przynajmniej kilka "rapowych" tekstów świadczy, że orientowaliście się w tym dosyć dobrze...

JACEK : Nieee. Może rzeczywiście wyczuwało się to w tekstach, ale moim podstawowym założeniem było śpiewanie roots reggae czyli reggae korzennego. Jeżeli chodzi o religię rastafari, nigdy nie mieliśmy z tym nic wspólnego. Byliśmy bardziej rude boys - chuligani, ulicznicy. Jakby na to nie patrzeć wyszliśmy z punka. Nasza transformacja z kapeli punkowej w kapelę reggae'ową nie była przypadkowa. Ale nigdy nie chodziło nam o reggae rastafari. Wiesz, niewielu jest muzyków, którzy są rastafari. Prawie wszyscy regałowcy mają dreadloki po pięty, pochodzą z Jamajki, ale to wcale nie znaczy, że są rasta. Przeciwnie - mają mało wspólnego z tą religią. Oczywiście poza wyglądem... My nigdy nie podpisywaliśmy się pod rasta. Byliśmy "Rude boys - reggae rockers"... Może IZRAEL był bardziej religijny. RAP nie. My po prostu graliśmy reggae - INA DIFFERENT STYLE. REGGAE ROCKERS, REVOLUTION BABYLON FIGHTING. Ale warto podkreślić, że nigdy nie mieliśmy jakiegokolwiek problemu z innymi polskimi kapelami - IZRAELEM, GEDEONEM... Zawsze byli wobec nas w porządku. Każdy miał swoją drogę i inni to szanowali. W Polsce ludzie mało wiedzą na temat Rastafari - Ghetto Life. Papież, religia rzymsko-katolicka, księża to w oczach rastafari prorocy Babylonu. To jest rasta, a nie jakieś tam pseudo-rasta w wydaniu Whiteman. Biały nie może być rasta. Może być dread albo rude. Niektórzy rastas to po prostu czarni rasiści, których zachowanie ma korzenie w czterystu latach ciężkiej niewoli. W Polsce reggae kojarzy się ze słońcem, palmami i Jamajką, a Jamajka jest tylko i wyłącznie miejscem niewoli. ZION LAND to Afryka. I to jest właśnie pierwotna, korzenna religia i filozofia rastafari. Nas jako RAP interesowała wyłącznie strona socjalno - poltyczna. Mniej więcej tak samo jak kapele, które działały w Wielkiej Brytanii...

* Jakie były podstawowe inspiracje RAP'u? Wspominałeś już o MATUMBI...

JACEK : Moją inspiracją była Święta Trójca THE WAILERS - BOB MARLEY, PETER TOSH i BUNNY WAILER. To przede wszystkim. Kiedy zakładaliśmy RAP chodziło nam o te przepiękne śpiewy, wspaniałe wokalizy. Żeby nie był jeden wokalista. Żeby chociaż spróbować śpiewać na głosy. Inaczej niż w polskich kapelach gdzie np. chórki pojawiały się bardzo sporadycznie. Poza tym... No reggae, co tu dużo mówić - świetny rytm, dobra wibracja, znakomita muzyka dla basistów... Tylko mało kto o tym wie. Jednym słowem niesamowite odczucie. Niestety w dzisiejszych czasach reggae nie istnieje - ani w Polsce ani na Jamajce, ani w Anglii. To jest rynek, który umarł. Nikogo nie interesuje. Jedyna scena, która się rozwija to scena dubu progresywnego - ZION TRAIN, DUB SYNDICATE i tego typu wykonawcy.

* Jak powstawały utwory?

JACEK : Muzykę tworzyliśmy wspólnie. Spotykaliśmy się, zaczynaliśmy grać. Basista grał swój pochód, perkusista wchodził z rytmem - przeszkadzajki, konga, no i zaczynały się nasze zaśpiewy. Takie afrykańsko-jamajskie. I po prostu z tego krystalizowała się jakaś linia wokalna, dochodził tekst... Nigdy nie było tak, że numer powstawał do jakiegoś napisanego tekstu. Po prostu swobodne jamowanie. Głównymi aranżami wokalu zajmował się MERCEDES.

* Podkreślałeś rolę wokalistów - Ciebie, ROGOLA, MERCA. Można chyba powiedzieć, że to właśnie Wasze śpiewanie stało się znakiem firmowym muzyki RAP'u...?

JACEK : Dzięki. Masz rację. Na naszej scenie reggaeowej właściwie był to ewenement - trzej wokaliści, śpiewanie na głosy... I to było inne. Świadomie odcięliśmy się od tzw. "konkurencji", zwłaszcza, że reggae nie jest żadną konkurencją. "Rat Race" jak to śpiewał MARLEY. Nie słuchaliśmy polskich kapel. Naszym wykładnikiem było reggae BOBA MARLEYA i reggae angielskie - ASWAD, STEEL PULSE, MATUMBI... Te kapele znakomicie śpiewały na głosy i jak mówiłem, naszym celem było aby spróbować zaśpiewać podobnie do nich. A czasami było ciężko (śmiech). Także obok kapitalnej gitary basowej najbardziej mnie urzekały te zaśpiewy, te chórki i marzyliśmy żeby zrobić coś podobnego.

* Próbowaliście śpiewać po polsku, ale jednak 90 % piosenek RAP'u miało angielskie teksty. Nie mieliście kłopotów z dotarciem do ludzi. Wtedy byliście chyba jedynym zespołem, który nie śpiewał po polsku. Podobnie jak wcześniej BRYGADA...

JACEK : Były takie koncerty, że to się w ogóle nie podobało. Wiesz, początkowo chcieliśmy śpiewać po polsku. Problem polegał na tym, że nasze śpiewanie na głosy po polsku nie było takie proste. Druga sprawa - mówiłeś, że wszyscy wtedy śpiewali po polsku. Właśnie dlatego chcieliśmy aby było trochę inaczej. Chcieliśmy aby to było utrzymane właśnie w tej konwencji. Każdy artysta ma swoje muzyczne fascynacje, a myśmy grali i śpiewali właśnie w taki sposób. Kiedy w 1986 roku przyjechał do Polski autentyczny Jamajczyk z BBC i ktoś mu puścił kasetę RAP'u, on powiedział, że "nie zna takiej kapeli z Karaibów". To był ogromny komplement.

* Czy w związku z podobnymi opiniami czuliście się gwiazdą polskiej sceny reggae?

JACEK : Nigdy ! Każdy gra tak jak umie, a my po prostu umieliśmy śpiewać. Sorry, ale to jest nasze. Wiesz, żebyśmy nagrali np.10 płyt... Ale my nagraliśmy tylko jedną, która zresztą do tej pory się nie ukazała. Z takiego jednego dziwnego powodu... (śmiech ).

* Pamiętam, że w czasach kiedy zespół RAP święcił największe triumfy towarzyszyła mu dosyć specyficzna, tajemnicza otoczka. Nie było zdjęć, ukazywały się jakieś psychodeliczne wywiady, pojawiały się nawet plotki, że w RAP'ie śpiewa murzyn...

JACEK : (śmiech). Nieeee. Nie było żadnego ściemniania. Były normalne zdjęcia. A tak przy okazji jak graliśmy z ADDISEM pod sceną stali murzyni, kręcili głowami i mówili "co to za reggae jeśli grają biali?" Potem, jak nas usłyszeli to otworzyli usta i powiedzieli "oooo - hej gracie lepiej niż niektórzy Jamajczycy". Widzisz, kolor skóry nie gra roli jeśli czujesz wibrację. Wielu murzynów gra hard rocka i nie ma problemu. To bezsensowne rozważania. Niestety żadnego murzyna w RAP'ie nie było. Chcielibyśmy żeby był, ale nie było (śmiech).

* Jedynym waszym "oficjalnym" nagraniem było "Reggae Rockers", które ukazało się na składance "Radio Nieprzemakalnych". Jak do tego doszło?

JACEK : Dokładnie nie wiem. Wiesz, wtedy już nie było mnie w Polsce. Tak samo nie wiem do końca dlaczego nic nie wyszło z płyty, którą nagraliśmy u WALTERA CHEŁSTOWSKIEGO. Były jakieś akcje... Walter się wkurwił, kapela się wkurwiła... 4 lata temu dzwoniłem do Waltera czy ma tę płytę. Powiedział, że tak. Zapytałem "ile?" on na to "10 tys. dolarów". I dlatego nie ma rozmowy, bo ja za tę taśmę nawet dolara nie dam. Teraz można to wydać jedynie na zasadzie archiwum, sympatycznej pamiątki tego co się działo na polskiej scenie. Powiedzmy sobie szczerze, mało ludzi w Polsce dzisiaj wie co to jest RAP. Generacja, która w tej chwili ma po 18 - 20 lat wychowała się na innej muzyce. Młodzi ludzie nie mają żadnego pojęcia o reggae. Skąd mają mieć? Nie ma tego w telewizji, nie ma w radio, nie ma w żadnych gazetach. Nawet na zachodzie ciężko znaleźć analogi z taką muzyką, a nie wszystko jest wznawiane na kompaktach. Może oprócz BOBA MARLEYA, który jest powszechnie znany i ogólnie lubiany. Byłem przed dwoma laty na koncercie ZIGGY MARLEYA. Kiedy grał kawałki ojca, ludzie zupełnie odjeżdżali, ale gdy tylko sięgał po swoje numery było inaczej. Owszem, ludzie tańczyli, bili brawa ale to już nie to samo. Dlatego jeszcze raz zapytam - skąd ludzie mają wiedzieć, że istnieje coś co nazywa się reggae?

* Czy słuchasz jeszcze swoich starych nagrań?

JACEK : Do dzisiaj kocham "Reggae Rockers". To mój najlepszy numer z tej sesji. Na płycie, która się nie ukazała jest jeszcze jeden znakomity hit czyli "Follow The Gun", napisany i zaśpiewany przez MERCEDESA. Puszczałem go Ziggy MARLEYOWI i on odleciał, powiedział, że to znakomity numer. Myślę, że jak na tamte czasy to byłaby ciekawa płyta. Niestety stało się inaczej...

* Czy fakt, że RAP nie wydał płyty był jedyną przyczyną rozwiązania zespołu?

JACEK : Właściwie tak. Opuściłem RAP w 86-tym roku. Przez jakiś czas chłopcy grali dalej. Po prostu wiesz jak to jest - nagrałeś płytę, chcesz aby ludzie jej posłuchali, a jeśli płyty nie ma... Z koncertami też było coraz gorzej... Frustracja absolutna. Nawet teraz znam muzyków, którzy aby się utrzymać udzielają się w pięciu kapelach na raz. Takie czasy... Ja uważałem, że taka sytuacja wcześniej czy później doprowadzi do końca RAP'u. W Polsce typowa koniunktura na zespół trwa najwyżej 2 lata. Jeżeli nie masz innego zaplecza, to po dwóch latach twoja muzyka się nudzi nawet ludziom, którzy wcześniej przychodzili na Twoje koncerty. Nie mówię tutaj o zespołach typu MAANAM czy LADY PANK... Mówię o nowych wykonawcach.

* Przeprowadziłeś się do Niemiec, ale nie zerwałeś z muzyką. Jak doszło do założenia ADDIS, w którym również byłeś głównym wokalistą?

JACEK : Przeczytałem w gazecie, że zespół poszukuje wokalisty reggae, poszedłem na próbę, powiedziałem żeby coś zagrali... Okazało się, że to ludzie którzy są o 10 lat starsi ode mnie... Perkusista wtedy miał 42 lata! (śmiech). Zagrali MARLEYA, zaśpiewałem 2 numery, spodobało im się. Zrobiliśmy program, mieliśmy trochę koncertów... Czasami wibracje były znakomite. Ale to wszystko było tylko "Just For Fun" - dla przyjemności. Nie mieliśmy ambicji aby nagrywać płyty. Spotykaliśmy się raz w tygodniu, robiliśmy numery, co jakiś czas koncert. Były takie występy, że brakowało biletów, klub był wypełniony do ostatniego miejsca. Zresztą to właśnie z ADDIS zaśpiewałem jeden z lepszych koncertów w życiu... Przychodzili ludzie, którzy chcieli słuchać reggae. Z RAP'em w Jarocinie też było ekstra, ale tam były punki, byli heavymetalowcy... to jednak nie to samo. Kiedy jest pełne współbrzmienie koncertowe pomiędzy publicznością i zespołem tworzy się coś nieokreślonego, magicznego. To jest najważniejsze.

* Czy ADDIS jeszcze działa?

JACEK : Nie. Chciałem odejść od kowerów i robić więcej własnych numerów. Im z kolei zaczęło bardziej zależeć na graniu w stylu dance hall - takiego "dancing reggae" - UB 40, Gregory ISAAC itp. Nie miałem ochoty na coś takiego. To nie moje wibracje. Jestem zdecydowanie "ina roots position"... Z ADDIS nagraliśmy jeden, całkiem niezły, koncert na kasetę. To był ostatni występ w 90-tym roku. W 1993 r. jeszcze na krótko wróciłem do zespołu, ale to już nie było to samo. Teraz bardziej interesuję się progresywnym dubem . Dłubię sobie w domu, mam taki projekt we Frankfurcie... Próbuję dalej, głos ćwiczę - śpiewam do płyt. Miałem propozycje aby zostać wokalistą w kilku zespołach, śpiewać inny rodzaj muzyki - propozycje od dosyć znanych wykonawców. Ale ja wyszedłem z reggae i w reggae chcę zostać. Niestety reggae nie istnieje. Nigdzie. Ani w Anglii ani na Jamajce. Forget It. Reggae is down. Na Jamajce gra się ragga muffin', w Anglii króluje jungle... Jestem kompletnie zakręcony w kierunku reggae roots i dub. Od wielu lat nie słucham żadnej innej muzyki, ale o roots wiem bardzo dużo. Mogę powiedzieć, że mam jedną z niewielu bardzo dobrych REGGAEGRAFII w Niemczech.

* Co ci dało śpiewanie w RAP'ie ?

JACEK : Nie umiem odpowiedzieć na takie pytanie. Przecież RAP to jedna z najważniejszych rzeczy w moim życiu! Podpisuję się pod tym nogami i rękami. Ogromne doświadczenia związane z współpracą z różnymi charakterami. Odjazdowe koncerty, odjazdowa muzyka. Znakomita, szalona atmosfera... Tego się nie zapomina. Po pięciu latach postanowiłem poszperać w moich archiwach, w taśmach, które mi jeszcze zostały... Zrobiłem taką kompilację, powiedziałem chłopakom w Gliwicach - "jeśli macie ochotę wydajcie to!" Zupełnie bezinteresowna sprawa. Kasety kosztują bodajże 5 złotych, a zawierają po 70 minut całkiem niezłej muzyki. Nagrania z moich starych taśm... Niektóre numery pochodzą z sesji płytowej. Są kawałki koncertowe i jedno nagranie ze studia w Gliwicach, gdzie też mieliśmy sesję na żywo, ale na 100 procent. Koleś przyniósł jakąś lichą konsoletę i takie to było "studio" (śmiech). Pokój był wyciszony, nie było pogłosu, włączyliśmy magnet - 1,2,3,4 i leci numer. Tak nagraliśmy "Woman" i "Stand The Lonely Man". Ale uważam, że brzmienie tego było naprawdę odjazdowe. Nawet dzisiaj bardzo mi się podoba. I to chyba bardziej niż te nagrania ze studio od Waltera. Ma swoje naturalne echo, powstają odlotowe pogłosy... Jeżeli chodzi o reggae brzmienia są niezwykle istotne. W Polsce nie mamy pojęcia na czym to polega, ale ja zauważam coś takiego. Na Jamajce było 20 różnych studiów nagraniowych i każde z nich miało swoje brzmienie. Wrzucałeś singla na gramofon i już wiedziałeś z jakiego studia pochodzi, kto realizował. Posłuchaj sobie nagrań LEE PERRY, człowieka który wykreował WAILERSÓW, wykreował BOBA MARLEYA, który jest największym odjazdowcem jaki pojawił się w muzyce reggae tylko nikt o tym nie wie. Facet grał koncerty i miał na głowie zapalone świeczki!!! PERRY ma swoje studio. Ma swoje brzmienie, które charakteryzuje się tym, że dźwięk brzmi tak jakby był nagrany w ubikacji. Ale to jest właśnie brzmienie LEE PERRY. W Polsce nie ma czegoś takiego. Przymierzamy się także do wydania wspomnianego przeze mnie koncertu ADDIS z Frankfurtu ( kaseta już się ukazała pod tytułem "Jack Sapphire & ADDIS - Tribute To Bob Marley" - przyp. kowalczyka ).

* Czy interesujesz się jeszcze polską muzyką reggae?

JACEK : Słyszałem wiele płyt. Moim ulubionym "nie - RAP'owym" numerem pozostaje do dzisiaj "Ile mil" IZRAELA. Czyste roots z Jamajki! Puszczałem tę piosenkę Jamajczykom i nikt nie poznał. Znakomite brzmienie!!! Kiedyś włożyłem płytę na gramofon i przesłuchałem tę piosenkę 50 razy pod rząd. Znakomity bas, odjazdowe bębny... tego się nie da opowiedzieć. Grając w ŚK i w RAP'ie nigdy nie wypowiadałem się na temat innych polskich kapel. Tak z kręgu reggae jak i z innych gatunków muzyki. Uważam, że każdy ma swoją vibration i każdy ma prawo grac to co czuje. Tylko po co te ideologie. Po latach doświadczeń odkrywam gównianość sensu życia podawanego nam przez politykę, ideologię. Chcąc czy nie jesteśmy częścią ewolucji, która trwa od miliarda lat, a te wszystkie systemy, państwa to tylko próba organizacji tego procesu. Geometria kosmosu - bardzo interesujaca sprawa (śmiech).

* Czy nie czujesz żalu, że cała historia zakończyła się w taki a nie inny sposób?

JACEK : Pamiętam wypowiedź BRYLUSA, w BRUMIE, że IZRAEL miał swoją drogę - 12 lat i koniec. Kiedy to przeczytałem, wziąłem płytę, włączyłem "Epi dub" i nagrałem przesłanie dla ROBERTA - "IZRAEL ma grać dalej!" - wysłałem ją do Polski. To jest jedyna kapela w Polsce z taką tradycją, a ktoś w Polsce musi grać to reggae. Jeżeli byłby gdzieś koncert IZRAELA na pewno przyjadę do Polski zobaczyć.

* Czy masz kontakt z pozostałymi "RAP'owcami"? Może spróbujecie jeszcze coś zrobić?

JACEK : (śmiech) Fajnie by było. Nie wiem tylko czy to jest do zrealizowania. Perkusista wyjechał na Zachód i nie wiem gdzie mieszka teraz. Basista w ogóle skończył z muzyką - pograł w RAP-ie, nic z tego nie wyszło więc odstawił instrument. Z MERCEM i ROGOLEM widziałem się dwa lata temu - ćwiczą, są w świetnej formie, nadal potrafią doskonale śpiewać. Nawet pośpiewaliśmy sobie stare numery... MERCEDES robi jakieś nowe utwory... Próbowałem go nakłonić aby coś pociągnął, ale to ciężka sprawa - wiesz rodzina, takie czasy...

rapował kowalczyka

Osobom, które chciałyby napisać do Jacka podaję jego adres

Jacek Szafir
c / o Judith Rosta
Thomas Mannstr. 18 / App 76
604 39 Frankfurt Am Main
Deutschland / Germany

Kalendarium wg Szafirowego Jacka czyli

"trochę historii polskiej muzyki z kręgu punky-reggae-party z tego co jeszcze pamiętam !!!"

1982 - DAREK DUSZA - leader, MAREK CZAPELSKI - drums, WOJTEK JACZYCZKO - bass > Wspólne próby > Szukanie wokalisty > Przychodzi MAREK ROGOWSKI, który jakoś nie ma zbytniego zapału do śpiewania w kapeli, ale pewnego dnia przyprowadza na próbę JURKA MERCIKA zwanego MERCEDESEM (albo BERTZEM za czasów RAP'u) > Managerem jest W. KURDZIEL, który również napisał kilka tekstów... Zespół nosi nazwę ŚMIERĆ KLINICZNA.

1982 dalej - Jarocin > Kapela zostaje zauważona głównie ze względu na:
   - doskonały vocal MERCEDESA czyli skala fortepianu, perfekcja i technika wokalna oraz interpretacja tekstów znakomita!!!
   - teksty    - krwistą plamę na spodniach basisty WOJTKA JACZYCZKO (W miejscu... no wiadomo jakim! Zresztą zobaczcie sami, bo Jarocin '82 był kręcony przez TV)

1983 styczeń - Dochodzi JACEK SZAFIR - drugi wokal plus instrumenty perkusyjne.

1983 maj - Koncert z grupą BRAK w Kino-Teatrze w Gliwicach, nagrany, wysłany do Chełstola (WALTERA CHEŁSTOWSKIEGO), który zaprasza ŚK do Jarocina'83 jako gościa festiwalu.

1983 czerwiec - Noc rockowa w Opolu!!! ŚK występuje obok DŻEMU, LADY PANK, IRKA DUDKA. Czad totalny - publiczność nie wie o co chodzi!!!

1983 lipiec - sierpień - FAMA '83 w Świnoujściu > Balanga plus koncerty. Podczas pewnego koncertu wbiega na scenę PIOTR MALAK - szalony saksofonista z Warszawy, który odgrywa psychodeliczne solówki. W pewnym momencie wali się scena i SZAFIR wraz z MALAKIEM pod nią spadają > Od tego momentu ŚK wie, że MALAK jest częścią kapeli.

1983 sierpień - Jarocin. Odjazdowy koncert > Punky - Reggae - Party > Totalnie psychodelicznie.

1983 - październik - Stolica. Tonpress. ŚK nagrywa pierwszego singla. Numery: "Nienormalny świat" (vocal główny SZAFIR), "Edukacja - Kopulacja" aka "Nasza Edukacja" (główny vocal MERCEDES) oraz "ASP" (główny vocal MERCEDES). Po studio szwęda się m. in. niejaki KUKIZ.

1983 grudzień - MERCEDES nie zamierza dalej śpiewać (niestety!) więc SZAFIR przejmuje jego rolę.

1984 styczeń - Po dwóch próbach koncert w Gwarku (klub na Rynku w Gliwicach wokół, którego kręciła się cała scena punkowo-reggae na Śląsku!!!). Pierwszy występ wraz z ZIUTEM GRALAKIEM. Zjeżdża się cała masa punków. Zadyma, milicja, klub wypełniony po brzegi > Na zewnątrz czeka około 300 punków, gotowych na wszystko po to tylko aby zobaczyć ŚK. Tłum skanduje "BARMY ARMY ŚK". Koncert ten, źle nagłośniony (Na scenie nie było nic słychać oprócz trąbki ZIUTA w odsłuchach. Za to pogo było total) można usłyszeć na pierwszej oficjalno - niezależnej kasecie ŚK (ZIMA ZIN ITD...)

- Drugi singiel - Cenzura odrzuca "Psychopatę" za tekst.

- 1984 kwiecień - Dochodzi MATEO POSPIESZALSKI na saxie. Liczne koncerty, w tym trasa z KLAUSEM MITTFOCHEM, zakończona w Jarocinie '84, gdzie "CHUDY" czyli DAREK DUSZA odchodzi, grając już w tym czasie w SHAKIN' DUDI (wraz z M. CZAPELSKIM). DUSZA zakłada ABSURD.

- 1984 jesień - Po Jarocinie '84 kapela odbywa sporadyczne próby > Powstaje pierwszy numer RAP'u "In the Ghetto" > Poszukujemy gitarzysty i znajdujemy go w osobie IRKA ZAWADZKIEGO z miasta Tychy (skąd R. RIEDEL również pochodzi). Na próby przychodzi także LESZEK BIOLIK i w końcu zostaje drugim guitarmanem.

- 1985 lato - ŚK odbywa liczne próby w Warszawie, w Remoncie, gdzie ma miejsce pierwszy koncert, na który w 80 % składa się nowy, czadowy repertuar. Skład: JACEK SZAFIR - vocal, congas; WOJTEK JACZYCZKO - vocal backing, bass; MAREK CZAPELSKI - drums, backing vocal; IREK ZAWADZKI - gitara; LESZEK BIOLIK - gitara, back. vocal > Nowe numery ŚK nie mają nic wspólnego ze starymi piosenkami zespołu. Muzyka przypomina bardziej pomieszanie rockowego czadu z muzyką fusion oraz jazz rockiem plus odjazdy typu BILL LASWELL z płyty "Basslines". Publiczność nie rozumie tego typu sztuki i masowo opuszcza widownię. Nieliczna grupa słuchaczy jest zachwycona "nowym" obliczem zespołu > Wśród publiczności jest 20 punków z byłego NRD, którym granie ŚK bardzo się podoba!!!

- 1985 lata ciąg dalszy - wkrótce po tym koncercie część kapeli wraca na Śląsk. MAREK CZAPELSKI zostaje na stałe w Warszawie. SZAFIR wyjeżdża do Grecji, gdzie pod Olimpem postanawia założyć kapelę STRICTLY REGGAE.

- 1985 wrzesie ń - SZAFIR wraca z Grecji. CZAPELSKI wraz z BIOLIKIEM opuszczają definitywnie ŚK i przenoszą się do Warszawy. Początki RAP'u > IREK ZAWADZKI sprowadza bębniarza DARKA MAZURKIEWICZA (również Tychy!), SZAFIR namawia MARCEDESA aby powrócił do śpiewania, co też czyni i on oto sprowadza MARKA ROGOWSKIEGO > Na początku października powstaje RAP w składzie: JACK SAPPHIRE - vocals, congas; BERTZ DUBMASTER - vocals, perc. kbds.; ROGOL DA PRISONER - vocals, perc.; BASSIE DA DESTROYER - bass; I - REK DIGITAL - guitar; ADLER SPEEDMAN - drums.

- do lutego 1986 > Powstają pierwsze numery RAP'u.

- 1986 luty - GWAREK Gliwice > Winter Reggae (impreza cykliczna na wzór Rób Reggae!) powołana przez animatora gliwickiej sceny WOJTKA KURDZIELA > Premiera RAP'u na żywo. Zaraz po koncercie grupa zostaje zaproszona na Marleyki do Stodoły.

- 1986 luty - RAP nagrywa na żywo w studio Centrum w Gliwicach te oto numery: "RAP Generation", "My Woman", "I Stand", "Dreadman", "Ghetto", "African Mornin'" > Za mikserem siedzi JACEK KOWALSKI > Z tych numerów nagranych w lutym '86 w studio Centrum Gliwice kaseta "RAP Generation" zawiera "Ghetto" oraz "Dreadman". Kapela nagrywa również dwie wersje po polsku, czyli pod rhythm "My Woman" - "Żołnierza", a pod rhythm "Ghetto" "Gdzieś jest niebo". Po przesłuchaniu taśm zespół jednak dochodzi do wniosku, że jak roots to roots czyli inaczej: "śpiewanie po polsku nie wchodzi w rachubę!!!"

- 1986 pierwszy maja - ROGOL czyli MAREK ROGOWSKI zrywa na ulicy czerwoną flagę, zostaje przy tym przyłapany przez gliny w cywilu > Zostaje aresztowany. MERCEDES zmienia text "My Woman's Gone" na "ROGOL is gone". ROGOL siedzi w więzieniu, a RAP gra koncerty w piątkę, bez ROGOLA.

- W tym samym czasie - W. CHEŁSTOWSKI otrzymuje taśmę RAP'u ze studia Centrum. Przypadek chce, że w tym samym czasie kiedy przesłuchuje te kasetę u niego w domu siedzi ekipa BBC, a wśród niej rodowity Jamajczyk PHILLIP CHAVANNES, który zwraca się do Waltera > "Słuchaj Walter co to jest? Ja nie znam tej kapeli z Karaibów...", a Walter na to "on i nie są z Karaibów tylko z Polski..." > Ta wypowiedź Jamajczyka sprawia, że kapela ma szansę pokazania się w Jarocinie'86.

- 1986 - jedenasty maja - Tribute To BOB MARLEY czyli tak zwane Marleyki > RAP otwiera wielogodzinną imprezę swoim koncertem. Potem grają m.in. IZAAK, KRYTERIUM, GRASS, NIEPODLEGŁOŚĆ TRÓJKĄTÓW, GEDEON JERUBBAAL, THE RANGERS, ZGODA...

- 1986 sierpień - Jarocin > Grupa zostaje nagrodzona i występuje ponownie w koncercie laureatów > ROGOL zostaje zwolniony z pierdla!

- 1986 sierpień / wrzesień - W. CHEŁSTOWSKI zaprasza zespół na nagrania w nowym studio CCS > Powstaje płyta, której do dzisiaj nikt nie wydał > Taśma pozostaje w rękach Waltera > Ostatnio chciał za nią 10 000 dolarów (Tak, tak może się ktoś na to skusi - he he he!!!)

- 1986, piętnasty listopad - Ostatni koncert RAP'u w oryginalnym składzie

- powrót do Gliwic > Wyjazd do Niemiec > SZAFIR opuszcza kapelę udając się na poszukiwanie korzeni reggae > Do czerwca '93 gra w grupie ADDIS.

- kapela RAP gra do połowy '87 roku . Ws pomniana płyta nie ukazuje się z tych czy innych powodów co powoduje frustrację. RAP zawiesza działalność. Do dzisiaj.

- 1996 lato / jesień - SZAFIR dokonuje kompilacji z różnych nagrań RAP'u > powstaje kaseta "Rap Generation", wydana przez grupę fanów z Gliwic za friko.
Jakikolwiek dochód będzie przekazany na kolejne wydawnictwa Rap'u, ADDIS, ŚK a może również kasety innych kapel > Wspieraj reggae!!!

Greetings : JACK Sapphire
Pisownia by JACK SAPPHIRE


http://www.rocknroller.inet.pl


POWRÓT NA GŁÓWNĄ STRONĘ R.A.P
POWRÓT NA GŁÓWNĄ STRONĘ DADA'S MUSIC PAGES


:::e-mail::::Dada's Music Pages on terra soundtralis incognita::::