R.A.P.-recenzje wydawnictw

recenzja kasety "RAP Generation" z "Brumu" z 1997 r. (numer nieustalony)

"Dla młodszych słuchaczy nazwa może być myląca. RAP gra reggae. Ale bez obaw, raperzy nie rozczarują się. Obok IZREALA z okresu płyty "1991" i KINIOR SKY ORCHRESTRA, RAP był najlepszą polską grupą wykonującą czarną muzykę. Bezwzględnie miał najbardziej "jamajskich" wokalistów. Wiedzieli oni, jaki potencjał reprezentują i potrafili zrobić z niego użytek, piętrząc wielogłosowe harmonie lub zapodając przekrzykujące się zaśpiewy. W połowie lat 80. RAP nagrał płytę i materiał ponoć do tej pory spoczywa w sejfie WALTERA CHEŁSTOWSKIEGO. Do wyjęcia, ale za grubą kasę. Nieobecny na płycie jeden z najciekawszych zespołów lat 80. stał się zarazem jednym z najbardziej przegranych zespołów tamtej dekady. Lider nieistniejącego już RAPU, JACEK SZAFIR dokonał kompilacji z własnych zbiorów i powstał optymalny, przeszło 70-minutowy zestaw legendarnej już muzyki. Pojawiają się tu wszystkie maga-przeboje i solidna dawka nagrań koncertowej. Jakość jest archiwalna, brzmienie garażowe, ale kto by się tym przejmował, gdy słychać żywe muzyczne złoto. Obok żarliwych, wręcz gospelowych pieśni, zgrabnych dubów i progresywnych remiksów, poznajemy mniej znane oblicze RAPU - pierwotne głosy bębnów (rewelacyjny "African Mornin'" demonstrujący jak blisko od etnicznego rytuału do dubu) i chropowate gitary wnoszące gorący przekaz czarnego hard rocka i funky. RAP potrafił doskonale pokazać nie tylko duchowy i rytmiczny wymiar reggae, ale też - chyba jako jedyny w Polsce - jego drapieżną stronę, ciemną i brudną sferę właściwą każdej muzyce korzennej. Był mistrzem w budowaniu zadziwiająco spójnych i przebojowych wielowątkowych kompozycji, które w ciągu kilku minut wypowiadały całą esencję reggae, jego korzeni i jego pochodnych. Myślę o "Rap generation" i "Reggae Rockeres" należących do najlepszych utworów skomponowanych na polskiej scenie rockowej. Słuchając tej kasety można odnieść wrażenie, że RAP na przemian modli się i bawi, za każdym razem z tym samym zaangażowaniem i głębią. I to właśnie stanowi o pięknie tej muzyki." (Rafał Księżyk)

recenzja kaset "RAP Generation" i "Dreadman" z "Garażu" nr 11:

"Obie kasety RAP to lektura obowiązkowa dla każdego młodego i starego obywatela III-ej RP. Muzyka gliwickiej kapeli była gejzerem naturalnej miłości do wolności ciała i ducha w czasach eksperymentu ograniczania tejże - zwanym PRL. Jak przystało na projekty nieodwracalnie zmieniające rzeczywistość ich działalność nie trwała dłużej niż rok, ale sądząc po tym, że pamięć w ludziach nie zaginęła mam pewność iż była potrzebna i skuteczna. (...) Na obu kasetach zawarto ocalałe nagrania studio i live, a chwała niech będzie wszystkim którzy się do tego przyczynili. (...) "Dreadman" to rejestracja debiutanckiego występu grupy z 26.02.86 z rodzinnych Gliwic. "Rap Generation" natomiast to swoiste "Best of.." z takimi kawałkami jak "Rap Generation", "My Woman", "Reggae Rockers" i inne. Trzeba mieć. "(TAT)
"Garaż" nr 11 (jesień 1998), str. 58 (w tym samym numerze, na str. 54 zamieszczona jest także recenzja kasety "Tribute To Bob Marley", nagranej przez JACK SAPPHIRE & ADDIS)


recenzja kasety "RAP Generation" z "Wiatry - info-reviews zine" nr 13 (maj 98):

"Wielka szkoda, że ten zespół tak długo musiał czekać na oficjalne wydanie kasety. Ważne jednak, że w ogóle do tego doszło, gdyż jest (była) to bez wątpienia jedna z najlepszych polskich grup reggae. Prawdziwa legenda, której nagrania, głównie koncertowe są pieczołowicie przechowywane przez wiedzących co dobre. Tu mamy właściwie tylko utwory nagrane w studio. Prawdziwa kwintesencja tego co można wydobyć z muzyki jamajskiej rozumianej w starym stylu. Trzeba jednak pamiętać, że dźwięki tu prezentowane to nie jest tylko typowe brzmienie reggae. Jest wzbogacone tak wieloma elementami, że tak naprawdę wszelkie klasyfikacje tracą sens. To jest po prostu wielka muzyka. Bardzo sprawnie zagrana, zaśpiewana... Każdy numer to piękny, melodyjny wręcz hit! Proszę posłuchać choćby: "My Woman" i "Dreadman". I chyba sprawa najważniejsza: są tu piosenki wcześniej zupełnie nie znane. Trzeba tylko żałować, że to tylko legenda..." (Sebastian)
"Wiatry - info-reviews zine" nr 13 (maj 98), str. 52


recenzja kasety "Dreadman" z "Brumu" nr 7-8/97:

"To już druga z kaset przypominających nagrania R.A.P.-u, obok IZRAELA bezwzględnie najlepszej polskiej grupy reggae. Wartość archiwalna materiału jest bezcenna (znalazły się tu nagrania z pierwszego koncertu grupy oraz kilka nieznanych zupełnie rarytasów), choć muzycznie nie jest tak atrakcyjny i porywający jak poprzednie wydawnictwo "R.A.P. Generation". "Dreadman" to R.A.P. dla wtajemniczonych, tak w materię zespołu, jak w reggae w ogóle. Kaseta prezentuje roots'owe oblicze zespołu. Bez rockowych partii gitary, punk-funk-jazzowych dęciaków i powalających hitów. Są oczywiście charakterystyczne harmonie wokalne, których pozazdrościłby niejeden Jamajczyk i przede wszystkim rozmodlony, uduchowiony klimat" (Rafał Księżyk)
"Brum", nr 7/8 1997, str. 74


recenzja kasety "Dreadman" z "Wiatry - info-reviews zine" nr 13 (maj 98):

"To jest dopiero ewenement. Zespól, który już dawno nie istnieje wypuszcza drugą pogrobową taśmę. Bez dwóch zdań trzeba przyznać, że to mu się należy. I nam, gdyż nagrania R.A.P.-u to prawdziwa reggae'owa, a nawet dubowa szkoła jazdy. Mało kto w Polsce gra tę muzykę z takim zaangażowaniem, wyczuciem i jednocześnie poczuciem melodii. Część utworów jest już znanych z poprzedniej kasety, ale przecież "My Woman's Gone" czy tytułowy "Dreadman" można słuchać wręcz w nieskończoność. Obok kawałków studyjnych materiał zawiera spory fragment pierwszego koncertu grupy, który odbył się w lutym 1986 roku. Dzięki temu możemy poznać superhit pacyfistyczny pt. "Żołnierz". Wkładka wzbogacona krótką historią zespołu i w ogóle jest oryginalna." (Sebastian)
"Wiatry - info-reviews zine" nr 13 (maj 98), str. 52


recenzja kasety "Dreadman" z "Machiny" (nr -???)

Nazwa zmyłkowa - to żaden rap, tylko reggae - RAP nazywała się śląska kapela powstała na gruzach punkowej Śmierci Klinicznej. Archiwalny materiał (częściowo live) wydany na tej kasecie pochodzi z 1986 r. RAP jawi się tu jako bardzo rasowy zespół o dobrze zgranych głosach dwóch wokalistów - Szafira i Mercika (w świetnym We Ah Goh Someh pojawia się dodatkowo głos żeński), śpiewających po "jamajsku" i to z kapitalnym akcentem. Oczywiście, w tekstach jest o "polish Babylon" (Dreadman), a Conscious Smoking (najbardziej dubowa wycieczka) zawiera dość naiwne hasło, według którego marihuana miałaby zwalczać rasizm (!). Od paru melodii naprawdę trudno sie uwolnić, szkoda tylko, że przyjemność psuje trochę kiepska jakość techniczna nagrań. (Paweł Dunin-Wąsowicz)

recenzja CD "Follow The Sun" z "Brumu" nr 4/99:

""Follow The Sun" to czwarte w ogóle a pierwsze na kompakcie wydawnictwo, przygotowane dzięki staraniom niestrudzonego "RAP-owego" archiwisty - Grześka Chmury. Ponieważ najważniejsza (obok Izraela) i najlepiej śpiewająca polska formacja reggae istaniała ledwie chwilę, większość nagrań pokrywa się z zawartością kaset "RAP Generation" i "Dreadman". Mimo to uczucia towarzyszące słuchanie "Reggae Rockers" czy "My Woman" ze srebrnego krążka są trudne do opisania. Filarami zespołu była oczywiście trójak wokalistów - Szafir, Rogol i Mercedes, ale nawet ich prześwietne "kozie" wokalizy niewiele by dały, gdyby nie kosmiczne linie basowe Wojtka Jaczyczki albo kapitalne zagrywki Włodka Kiniorskiego czy Ziuta Gralaka. Zawartość płyty, czyli wszystkie RAP-owe hiciory, została uzupełniona o fragmenty jarocińskiego koncertu grupy i luźne (nie do końca przekonywujące) duby. Dla miłośników reggae ta płyta powinna stać się swoistą Biblią, bo wniosek, że pomimo ponad dziesięciu lat nie doczekaliśmy się w Polsce wykonawcy reggae, który choćby trochę zbliżył się do poziomu "rude boys" z Gliwic, nie jest najweselszy. Płyta z gatunku "musisz to mieć."
Najlepsze utwory: "Follow The Sun", "To Jamaica Live"
Najlepszy moment: modlitewne śpiewanie" (Kowalczyka)
"Brum", nr 4/99, str. 60


recenzja CD "Follow The Sun" z "Tylko Rock" nr 11/99:

     "Płyta zawiera archiwalne nagrania zarejestrowane amatorską techniką ponad dwanaście lat temu. Jakość dźwięku odbiega od dzisiejszych standardów, lecz kto by na to zwracał uwagę, gdy z głośników płynie żywe muzyczne złoto - informację tej treści można przeczytać na tylnej stronie okładki tego kompaktu. Święte słowa! Follow The Sun faktycznie brzmi upiornie. Podejrzewam, że dziś nawet kapela punkowa z Pcimia Dolnego może pozwolić sobie na nagrania lepszej jakości. Tyle że kapela z Pcimia Dolnego nigdy nie skomponuje utworów na miarę RAP Generation czy I Stand. Choćby nie wiem jak się starała...
     Follow The Sun to wspaniały dowód na to, że R.A.P. był zespołem zupełnie wyjątkowym. I, niestety, zespołem straconej szansy. Takie były realia połowy lat osiemdziesiątych. Czasem nawet najlepsze, najciekawsze nowe formacje nie mogły liczyć na prawdziwe zaistnienie na rynku. Tak było w przypadku R.A.P. A szkoda. No bo kto inny potrafił wtedy grać u nas reggae tak stylowo? Kto umiał tworzyć takie niezwykłe harmonie wokalne, jak we wspomnianym już I Stand, ale także w Reggae Rockers czy To Jamaica? I kto, w czasach, gdy w rodzimym reggae wypadało śpiewać przede wszystkim o Jah, Synaju i Babilonie, grał tak chwytliwe i bezpretensjonalne piosenki, jak My Woman czy Follow The Sun?
     Nie ma sensu wystawiać tej płycie żadnej oceny. Bo i po co? Dziś Follow The Sun jest po prostu dokumentem minionej epoki. I na tym przede wszystkim polega wartość tej płyty." (Robert Sankowski)
"Tylko Rock" nr 11/1999, str. 51

recenzja "Follow The Sun" z magazynu "XL" nr 12/1999

"Czy ktoś jeszcze pamięta o Gliwickiej Scenie Alternatywnej, która w latach 80. wydała takie zespoły, jak: punkowa Śmierć Kliniczna, post-punkowy Absurd czy właśnie reggae'owy RAP? Jeśli nie, to dzięki maleńkiej niezależnej oficynce Zima jest okazja, by straty te nadrobić. Bo naprawdę warto... Po kasetowych, mocno niedoskonałych reedycjach (tak koncertowych i nagranych w czasie prób na monofoniczne kaseciaki) wspomnianych wyżej grup przyszedł wreszcie czas na zmierzenie się z nośnikiem cyfrowym. Na pierwszy ogień poszedł RAP ze znakomicie i zupełnie nie po słowiańsku rozumiejącym rozbujanego, wojowniczego ducha muzyki reggae wokalnym triumwiratem Jacek Szafir-Jurek Mercik-Marek Rogowski. Pełen Marleyowskich tropów, mający charakter kompilacji największych hitów zespołu "Follow The Sun" znakomicie chwyta klimat polskiej reggae'wej idylli połowy lat 80. żyjącej kilogramami wypalanej samosiejki, tanimi winami, z trudem zdobytym browarem i naiwną wiarą w zbawienną moc "pozitif wajbrejszans". I choć jakość nagrań pozostawia wiele do życzenia, digitalizacja nie zdołała zgasić ducha RAPu. Dzięki Bogu..." (Jolka Madziar)
"XL" nr 12/1999

recenzja "Follow The Sun" z "Machiny" z marca 2000

"Nareszcie na płycie kompaktowej! Studyjne i koncertowe nagrania czołowego polskiego zespołu reggae z lat 80. Materiał, który dotąd dostępny był tylko na niskonakładowych kasetach, zdecydowanie zasługiwał na edycję płytową. Przebojowe melodie, anglojęzyczne teksty, drapieżne aranżacje (na trzy wokale!) i przede wszystkim niesamowity, rebeliancki klimat składają się na znakomitość RAP-u. Po latach muzyka ta brzmi nadal świeżo i wręcz porywająco. Niestety, w czasach świetności kapeli nie udało się wydać "oficjalnej" płyty. Cieszmy się jednak z tego wydawnictwa, które zawiera mnóstwo fajnej muzyki." (Rafał Pankowski)
Machina, nr 3/2000, str. 76

recenzja "Follow The Sun" z "Machiny" z listopada 2000 (nomen omen - jest to druga recenzja ten płytki w Machinie na przestrzeni pół roku - coś w tym musi być :)
To był jeden z najlepszych polskich zespołów lat 80. Pozbierane na tej płycie nagrania - z prób, koncertów oraz rejestracji dla Rozgłośni Harcerskiej - najlepiej o tym świadczą, choćich jakość techniczna jest różna. W 1986 r. dzięki znakomitym występom m.in. w Jarocinie, na festiwalu Rób Reggae i warszawskich Marlejkach, ten reggae'ową-punkowy zespół stał sięlegendą. NIestety, rok później jego historia skończyła się. Follow The Sun to pierwsza kompaktowa edycja nagrań RAP. I dobra okazja do porównania ich dynamicznego stylu z wczesnymi nagraniami Izraela - również wznowionymi niedawno. (Artur Stefański)
Machina, nr 11/2000

recenzja "Follow The Sun" z Płytoteki Onetu - http://rozrywka.onet.pl/muzyka/plytoteka_onetu/

"Osobom, które już wcześniej zetknęły się z dorobkiem grupy R.A.P., nie muszę zachęcać do kontaktu z płytą "Follow The Sun". Album polecam natomiast wszystkim, szukającym w muzyce ekspresji i emocji - na wspominkowym wydawnictwie gliwickiej formacji jest tego pod dostatkiem."

recenzja kasety video "RAP Dokument" z "Garażu" nr 14

"Jeśli ktoś nie zna RAP-u to znaczy, że słucha disco-polo albo właśnie wrócił do kraju z trzydziestoletniej emigracji do Mozambiku. Kapela kultowa, legendarna, niedoceniana "za życia", pechowa ale na szczęście ostatnio trochę częściej przypominana. Kolejny band z Gliwic i kolejny zlepek materiałów video, którym można zarzucić nie najlepszą jakość, ale nie można zarzucić, że nudzą. Każdy komu na dźwięk nazwy grupy serce zaczyna bić szybciej nie powinien przepuścić okazji poznania tej kasety. Fragmenty filmu, rejestracje telewizyjne, zapisy występów z kilku miejsc i w różnych składach na pewno przybliżą wszystkim fenomen zespołu, choć z pewnością nie mogą stanowić podstawy do jakiejkolwiek oceny jego twórczości. Trzeba pamiętać, że to co znajdujemy na kasecie to prehistoryczne wykopalisko dla fanów, a w takich razach wszystko zależy od tego, gdzie się kopie. Kto wie, może za jakiś czas ktoś odda w nasze ręce coś lepszego, ale póki co "Dokument" jest jedyny, a więc najlepszy. Polecam." (Dzidek)

recenzja kasety "Royal rases doctor sound" z "Pasażera" nr 14 (lato-jesień 2000)

Bez przesady. Rap jest legendarny, miał zajebisty repertuar, był jedną z 2-3 najlepszych polskich kapel reggae, ale ich repertuar judnak zbyt obszerny ilościowo nie był i spokojnie zmieściłby się w formacie jednej solidnej taśmy. Tymczasem wyszły już dwie ich kasety, potem CD z zebranym materiałem z obu taśm, nie licząc taśmy z coverami Marleya w wykonaniu niemieckiej kapeli Szafira, wokalisty RAP-u. A teraz kolejny "bootleg" z tymi samymi numerami. Co prawda wersje są chyba inne niż te już znane, ale nie na tyle, żeby się tym szczególnie podniecać. No chyba, że ktoś nie słyszał "My woman" z polskim tekstem "Żołnierzu wyrzuć broń". Podejrzewam, że ta kaseta będzie frajdą tylko dla zatwardziałych maniaków Rapu, którzy chcieliby mieć nagraną ich każdą próbę, nie mówiąc o koncertach. Pozostali mogą sobie spokojnie darować. Lepiej "wejść" w dwie wcześniejsze lub CD.
A tak poza konkursem to kaseta ta jest chyba wznowieniem demówki, jaką Rapowcy ukulali sobie samodzielnie w czasach swego istnienia lub w niedługim czasie po rozpadzie. (B)
Pasażer, nr 14, s. 156


POWRÓT NA GŁÓWNĄ STRONĘ R.A.P
POWRÓT NA GŁÓWNĄ STRONĘ DADA'S MUSIC PAGES


:::e-mail::::Dada's Music Pages on terra soundtralis incognita::::